niedziela, 1 grudnia 2013

Advent

Moje rozumienie Boga zmienia sie. Odeszlam juz tak daleko od tego grzmiacego, groznego, karajacego Boga mojego dziecinstwa, wciaz wymykajacego sie spod wszelkich teologii Boga mojej mlodosci, ktorego tak bardzo chcialam uchwycic w ktoryms z wyznan chrzescijankich w okresie moich uczestnictwa w roznych kosciolach - teraz Boga spotykam czasem w ciszy, w pieknym zachodzie slonca, podczas moich regularnych spacerow nad rzeka, czasem w pieknie drugiego czlowieka, w radosci wspolnych akcji charytatywnych, w  spiewie w moim kosciele, w uwaznym krojeniu warzyw ( co za gama kolorow i ksztaltow!) w wierszu   takim,  ze trafia prosto do duszy. W tych chwilkach malych i nieregularnych ale z moca rozciagajacych sie ponad materie zycia. Tego Boga mojego spotykam o wiele czesciej , jak sie na Niego otwieram - kiedy dbam o cisze w sobie, kiedy nie pedze na zlamanie karku - tak o to ciezko czasem w tym zyciu waszyngtonskim.

Im jestem starsza tym bardziej rozumie tradycje i cyklicznosc roku liturgicznego w kosciele. W moiom kosciele episkopalnym ( tak w nawiasie w Polsce zaczyna sie tworzyc pierwsza Wspolnota Episcopalna http://episkopalianie.pl/ ) ten rok koscielny jest przepiekne celebrowany - duzy nacisk w tym kosciele kladzie sie na forme, na myzyke, i na obrzedowosc. Kazdy kosciol ma ogrod, zawsze zadbany, z laweczka - to uklon w kierunku tradycji celtyckiej bowiem tradycjie wierzenia i symbole Celtów były związane z Ziemią i otaczającą ich przyrodą. Zmieniajace sie, piekna i cykliczna przyroda jest czesto miejscem spotkan z Bogiem, Sily Wyzszej, jakkolwiek tego Boga rozumiemy. Podczas moich podrozy po USA, czesto szukam wlasnie kosciola episkopalnego bo wiem ze bedzie tam miejsce na chwile zadumy, na refleksje, nawet jesli sam kosciol bylby zamkniety. Ta dbalosc o forme rozni kosciol episkoplany od innych protestanckich kosciolow - czesto kosciol episkopalny nazwany jest pomostem pomiedzy protestanckimi a katolickimi formami wyznan. nie ma w nich tradycyjnego przepychu kosciola rzymsko-katolickiego, ale tez nie ma tego odrzucenia wszystkiego co w jakims sposob inny niz biblia opisuje Boga.

Kiedy flirtowalam przez jakis czas  z buddyzmem, odwiedzalam wspolnoty medytacyjne to nauczylam sie sie siedziec w ciszy. ( Buddysci klada nacisk na to ze sie nie medytuje, tylko po prostu siedzi sie ze swoimi myslami, obserwuje je, stara sie je odsunac - to "siedzenie" to strasznie trudna sprawa!). Zozumialam ze ta pustka ktora zaczyna mnie otaczac, ktora w buddyzmie jest celem, oswieceniem,  zaczyna mi ciazyc. Zaczelam tesknic za energia wspolnoty, za obrzedowoscia, zrozumialam ze tak naprawde moja duchowsc najlepiej realizuje sie w chrzescijanstwie. W kosciele z piekna obrzedowoscia, ale tez z tradycja milosci, wspolczucia, dobrych Samarytan, wspolnych posilkow, wsolnego bycia ze soba, wspolnej radosci. Jestem pewna ze w XXI ludzie bardzo do tego tesknia. Pewno to tez kwestia wychowania w bardzo praktykujacej rodzinie katolickiej - te obrzedy i tradycje przywoluja pamiec dziecinstwa.

Mam bliska przyjaciolke ktora jest ateistka - przez dlugi czas towarzyszyla jej jakas taka pustka, w koncu pod moja namowa zapisala sie do Towarzystwa Etycznego. Tam znalazla swoja wspolnote, tam anagazuje sie w akcje charytatywne, tam wraz z innymi ludzmi obchodza razem swoje urodziny, wspiraja sie, wspolnie napelniaja energia. Tam jest jej Bog - wspolne dobro, radosc z bycia innymi, wspolnota...Bog Wspolczesny...Bog kreujacy Dobro....Kiedys przeczytalam madry artykul na temat ewolucji i Boga - ze skoro wszystko w swiecie ewoluuje, to tak samo ewwluuje Bog, zmienia sie jak Go rozumiemy.. Stad niebezpiecznosc religii dogmatycznych probujacych zamknac Boga w traktatach, przepisach i hierarchiach...Stad moja radosc w bycia w otwartym kosciele chrzescijanskim ktory nie dyskryminuje, ktory wspiera inicjatywy promujace milosc i rownosc wszystkich ludzi. Progresywne chrzescijanstwo z piekna obrzedowoscia i tradycjami...

No ale mialo byc o Adwencie....


 Adwent - czas oczekiwania, czas dluzszych ciemnych wieczorow, krajobrazu  bezlistnego w roznych odcieniach brazow - tak dobry czas na wiecej ciszy w nas samych. Ja sama czesto od Ciszy uciekam. W Ciszy spotykam sie z tymi ktorzy odeszli do innego Wymiaru serce czasem peka z tej pustki, w Ciszy czesto widze przejmujaco i dokladnie te wszystkie dziury emocjonalne co domagaja sie zakopania, wypelnienia, zapomnienia i pokusa wielka aby juz  w pierwsza niedziele Adwentu , zaczac te Swieta Bozego Narodzenia ze wszystkimi pieknymi dekoracjami, swiatelkami, zakupami, koledami i po prostu uciec od tej Pustki Oczekiwania. W Ciszy nie zawsze jest radosc, wdziecznosc i spokoj. W Ciszy czesto jest bol. Ale wiem ze i ten Bol trzeba spotkac, bo niespotkany, niezrozumiany bedzie sie dobijal, dokuczal, domagal uwagi - i da sie we znaki tak czy inaczej. Bol ma tendencje wydobywac sie w sposob nieciekawy u mnie - autodestrukcyjny niestety.

Postaram sie codziennie spedzic troche czasu w Ciszy Adwentowej. Bede korzystac z tego kalendarza
http://www.ssje.org/adventresources.html, ze strony zakonu episkopalnego Sw. Jana Ewangelisty w Cambridge, MA. Lubie te kalendarze, zadania codzienne bo mobilizuja mnie do systematycznosci, z ktora u mnie czasem na bakier.                                                                                            


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz