niedziela, 7 lutego 2016

male, systematyczne kroczki

Mialam duzo pomyslow na bardzo gleboka notke, a tu snieg ponoc ma do nas dotrzec we wtorek, a mnie glowa juz dzisiaj peka. Ale jako ze wyrabiam w sobie nowe nawyki, miedzy innymi nawyk systematycznych malych kroczkow (w przeciwienstwie do moich wielkich zrywow i upadkow) , notka bedzie, ale krotka i malo -gleboka. Moj kregoslup doprowadzil mnie znow na mate do jogi - praktykuje asany z religijna systematycznoscia, i zrobilam sobie w mojej sypialnie kacik do jogi.

Z odkryc kulinarnych - moja nowa milosc sniadaniowa to shakshouka. Tutaj przepis - ja dodaje jeszcze do tego troche sera fety i szpinaku.
SHAKSHOUKA

Sobote spedzilam na bardzo ciekawych warsztatach z duchowosci celtyckiej. Ta celtycka duchowosc  jest bliska mojemu  wrodzonemu  postrzeganiu i odczuwaniu. Rozmawialismy na temat tych waskich przestrzeni (thin spaces) w ktorych to ludzie doswiadczaja tego  przenikania sie  widzialna i niewidzialna rzeczywistosci. Te waskie miejsca poruszaja nas gleboko, zatrzymuja czas, czesto zostawiaja slad w naszym postrzeganiu lub zrozumieniu. Te waskie przestrzenie to moga miejsca fizyczne, moment w czasie, spotkanie z drugim czlowiekiem ... to te poruszenia w nas.  (Dla przypomnienia - dlaczego warto dbac o naszego ducha bardziej niz o swoja religijnosc? Ludzie są istotami duchowymi – to całkowicie naturalna cecha. Religijność jest natomiast czymś nabytym – efektem wychowania i wpajania pewnych określonych zachowań oraz idei.Znam tak wiele ludzi niereligijnych i gleboko duchowych, niestety znam ludzi religijnych i troche z uwiezionym duchem w dogmatach swoich religii. Sama kiedys bylam taka osoba zreszta, religia, rytual byl w centrum mojego dbania o duchowosc i troche wiezil.)

Bardzo lubie tego typu warsztaty, czesto sa okazja bardzo glebokich, autentycznych rozmow.

Jednym z zadan na tych warsztatch bylo napisanie wiersza. Mielismy szkielet tego wiersza podany - po medytacji, mielismy go wypelnic slowami. Tutaj moj wiersz oddajacy wazny moment dla mnie, kiedy po dlugim okresie bolesnej zaloby zakopanej, zagruzowanej, do mojego wnetrza dostalo sie swiatlo, Bylo to dla mnie doswiadczenie wlasnie tej waskiej przestrzeni, czegos mistycznego, wiekszego ode mnie.

The river
just across the traffic of the highway
tucked away, ever changing.
Cried, listened, thanked.
Connected with my pain.
Arrived.




niedziela, 31 stycznia 2016

List do malej Almy.

W moim starym zielonym albumie znalazlam to zdjecie. To ja i mala Alma, moja kuzynka. Ja najstarsza w rodzinie spedzalam cale lata z moimi malymi kuzynami...Z Alma iz  jej mlodszym bratem bylam bardzo blisko zaprzyjazniona, bowiem czasem przez cale dwa miesiace w lecie bylam ich opiekunka...

Ja troche jak zwykle wystraszona, marze juz o przyszlosci, wlasnie zaczelam liceum i czuje sie bardzo dorosla. Mala Alma wciaz zyje w swoim dzieciecym swiecie, skupiona, zamyslona, zawsze niezalezna, imponujaco inteligentna mala dziewczynka... Nie zawsze rozumiana...Poniewaz miedzy nami bylo 13 lat roznicy, kiedy Alma dorastala ja juz bylam za oceanem. Znalam ja tak dobrze jako male dziecko, znam dobrze jako dorosla, niezwykle dobra i madra mloda kobiete. Mimo ze te lata wczesnej mlodosci uplynely nam w tak innej rzeczywistosci, zadziwiajace jest to ze nasze losy jakby szly rownoleglym torem - obydwie wyemigrowalysmy, obydwie mamy podobne prace, obydwie mamy podobne wartosci, zmagamy sie z podobnymi problemami. Nie powinnysmy sie temu dziwic, obydwie wyroslysmy z tego samego pnia, na obydwie z nas olbrzymi wplyw wywarla mama Almy, ktora obydwie tak bardzo kochalysmy i ktora nas tak obie kochala...Mysle ze tak bardzo cieszylaby widzac nasza gleboka przyjazn i porozumienie, miedzy nami doroslymi kobietami. Alma tak pisze do siebie, tej malej dziewczynki w sobie:

Chcialabym Ci powiedziec, abys nie brala sobie niczego zbytnio do serca - ani ludzkich spojrzen, ktore wydaja Ci sie krzywe, ani niezadowolonych twarzy, ani tego 'ze wydaje Ci sie, ze ktos o Tobie tak a tak moze pomyslec'...

Po prostu wierz w siebie, moja kochana, i pamietaj, ze tak czy tak wszystko obroci sie na dobre, nawet jesli w pierwszym momencie wydawac sie sie to bedzie niemozliwe!

Moja kochana - czy Ty to widzisz, jaka jestes dzielna, uparta, wytrwala w dazeniu do celu? Pamietaj o tym, a nie czepiaj sie malych drobiazgow w sobie. Ciesz sie kazda chwila i badz pelna optymizmu i dobrych mysli na przyszlosc!

Zachowaj wiele z tego, co bylo w Tobie tak wczesnie: te wielka wiare w Boga, czyste serce, to zyczenie wszystkim wszystkiego najlepszego, to przekonanie, ze wszyscy ludzie sa dziecmi Boga i ze sa w Jego oczach rowni i kazdy z nich zasluguje na milosc - a Ty masz nasladowac Boga i kazdego starac sie kochac tak jak On.

Wierz w swoje marzenia - bo one beda sie spelnialy - a jednoczesnie nie spiesz sie do przodu, bo zycie bedzie szybko przemijac - szkola, liceum, studia (te pierwsze i te drugie..), pierwsza praca.. dzieci, jak sa male...

Pamietaj - najwazniejsze jest to, co w sercu. Doceniaj wszystko, staraj sie nie byc bardzo krytyczna - pielegnuj w sobie miekkosc i akceptacje. Doceniaj wszystkie szanse i okazje, zrozum, ze czlowiek rosnie wewnetrznie i wtedy, kiedy jest w fazie szybkiego rozwoju, ale tez i wtedy, kiedy cos go opoznia, zatrzymuje, zwalnia, odciaga z upragnionej drogi.

Wierz w siebie. Dostrzegaj wszystkie skarby, ktore pojawiaja sie na Twojej dodze, ale tez i te, ktore nosisz w sobie: talenty, zdrowie, sile, pracowitosc.
Wybaczaj sobie wszelke niedociagniecia - nikt z nas nie jest perfekcyjny - a przeciez Ty sie starasz, starasz sie. I tak samo traktuj innych ludzi - jesli cos Cie rani - pamietaj, oni tez moga sie starac, a moze po prostu nie wychodzic.

Pamietaj - najbardziej licza sie intencje - a to, jaki jest wynik - nie do konca lezy w naszej mocy.. Pracuj wiec nad tym, aby Twoje intencje byly zawsze jak najlepsze..
Ludzie - niech najwazniejsza bedzie dla Ciebie rodzina..To oni dali ci taki cudowny start, taki wspanialy poczatek, taka silna podstawie, tyle wartosci.
Nauczyli Cie nie oceniac innych po tym, jak sa ubrani i ile maja.
Nauczyli Cie kochac prace, i wierzyc, ze jest ona wielka wartoscia sama w sobie.
Kochali Cie, a Ty wzrastalas otoczona promieniami ich milosci.

Idz przez zycie swoja droga i pamietaj, ze tak jak Ty czujesz, ze to jest Twoja droga i to nia powinnas isc - tak i inni ludzie - nawet tak bliscy, jak Twoj brat - czuja, ze maja swoja droge i do nich to ona wola, i oni nia pojda, nawet jesli Ty nie do konca ich rozumiesz.
Nie stresuj sie niepotrzebnie i nie stawiaj sobie poprzeczki zbyt wysoko.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

List do Siebie

Nie tak dawno, w ramach jakis warsztatow mielismy napisac list do tego naszego dziecka w sobie. Nie bylo we mnie dziecka.  Myslalam - co za bzdury, dorosle kobiety, dzialajmy, zrobmy cos a nie grzebmy w sobie...Nie chce, nie umie i nie potrzebuje...


Tak niewiele pamietam z mojego dziecinstwa, a w dodatku miedzy przeprowadzkami w Polsce i przeprowadzka za ocean zginal mi gdzies moj jedyny album ze zdjeciami z dziecinstwa. Niewiele mialam tych zdjec, wiec bardzo sie ucieszylam kiedy podczas zeszlorocznego pobytu w Polsce znalazlam ten stary album a w nim to zdjecie. Pewno robil go moj tata. Moj tata mial swoja ciemnie - pamietam ze czasem moglam tam byc podczas wywolywania zdjec. Pamietam ten moment wyczekiwania, kiedy na pustym papierze fotograficznym zaczynaly pojawiac sie zarysy postaci, wydarzen, wspomnien. Czas przez ten krotki moment plynal w druga strone, odkrywal przeszlosc, ukazywal nowe szczegoly krotkiego momentu ktory juz byl  ale tez znowu jest...

Na tym zdjeciu mam skonczone piec lat. Wlasnie urodzil sie mlodszy brat, z tylu widac jego pierwszy wozeczek. Czuje sie troche rozczarowana bo bardzo chcialam miec brata, ale przeciez on mial byc w moim wieku, mielismy sie razem bawic a tymczasem nawet nie moge sie specjalnie do niego zblizac bo zazarazki, bo w tym zanieczyszczonym Krakowie wciaz mam katar i wciaz choruje.Zawsze bardzo kochalam swojego brata ale mina lata zanim odnajdziemy sie jako dorosli ludzie...

 Ale w tym momencie to ja jestem wazna, to ja mam robione zdjecie do ktorego usmiecham sie z cala moca. Ten sam szeroki usmiech ma moj syn...

A wiec w koncu spotkalysmy sie w  innym czasie, w innym miejscu ale w koncu dotarlysmy do siebie. I w koncu usiadlam i napisalam ten list do siebie, tamtej piecioletniej dziewczynki  i tej 50-letniej kobiety.

Jakie slowa chcialabym Ci dac na Twoja doroslosc? Przede wszystkim pamietaj ze wszystko czego potrzebujesz juz masz w sobie. Zaufaj sobie, nie staraj sie byc kims innym niz jestes, miej odwage marzyc i wierzyc, mimo ze tak wiele marzen w tym momencie jest zupelnie nierelanych. Szukaj swojej drogi.  To ze bedziesz bladzic, zawracac, potykac sie to normalne. To zycie. Najwazniejsze bys umiala wstac, zaopatrzyc poobijane kolana, poprosic o pomoc, i isc dalej. Pamietaj nie musisz pedzic, nie musisz byc pierwsza, zaraz, juz, teraz - male uwazne kroki pozwola Ci przejsc swoja droge w wiekszej radosci. Badz otwarta, ciekawa na kazdym etapie swojej drogi - nawet najbardziej pospolity moment lub tez najzwyklejsze miejsce moze Cie zaskoczyc. Dbaj o to swiatelko w sobie niech oswietla kazda, nawet najzwyklejsza chwile. 

Nie ogladaj sie w przeszlosc, nie mysl o tym czego nie zrobilas, co moglas osiagnac, czego bylo za malo czy tez czego nie mialas. Zamiast tego spojrzyj gleboko w swoje serce, tam kryje sie tak wiele odpowiedzi i stamtad bedziesz czerpac sily. Jesli podczas Twojej wedrowki bedziesz stawala przed wyborem czy kierowac sie miloscia, czy tez zawrocic pod wplywem strachu, zawsze wybierz milosc. 


Pamietaj ze Twoje slabosci, Twoja wrazliwosc, Twoje potkniecia, upadki, bol czesto beda zrodlem pekniec, szczelin w Twoim sercu przez ktore przedostawac sie bedzie swiatlo. Nie uciekaj w panice od tego swiatla, spedz czas z tymi niewygodnymi uczuciami  bowiem tak czesto te bolesne zrodla swiatla so potrzebne by rozjasnic moze cos co wymaga uwagi, wzrostu, usuniecia czy tez przeorganizowania.  Albo po prostu to swiatlo potrzebne bedzie zeby cos co w Twoim sercu  dopiero kielkuje moglo wreszcie wyrosnac . Badz tego swiadoma nawet jesli bardzo tego bys nie chciala, to nie uciekaj, nie zajadaj, nie zadawaj sobie sama bolu... Delikatnie zajmij sie tymi szczelinami, pozwol temu swiatlu wejsc do Twojego serca...Opatrz bolesne uczucia ale ich nie usuwaj... 


Pamietaj ze tak jak kazdy czlowiek  masz prawo byc kochana kochana po prostu za to ze jestes. Nie za to co zrobilas, co osiagnelas, jaki masz tytul, ile publikacji, ile patentow i ile wazysz. Tak samo kochaj ludzi. Nie oceniaj. Nie naprawiaj ich. Nie ustawiaj. Daj im czas i miejsce na znalezienie swojej drogi.  


Ty natomiast dbaj o to by zyc tak by byc silnym mocnym drzewem. Dbaj o swoje korzenie. Dbaj by nawozic glebe w ktorej przyszlo im wyrastac - inwestuj swoj czas madrze, dbaj o przestrzen dla swoich korzeni, szukaj ciszy w swoim zyciu, dbaj o swoje emocje, o swojego ducha i o swoje cialo. Jesli o to zadbasz, te mocne korzenie utrzymaja Cie podczas nawalnic. Mocne korzenie spowoduja ze korona Twego drzewa bedzie piekna, duza , i bedzie sluzyc innym - swoim  cieniem, pieknem, radoscia, owocami.   Bo mocne korzenie mysla nie tylko o sobie .  


Nie boj sie. Zaufaj swojej glebie ale dbaj o nia. Zyj. Kochaj . Szukaj inspiracji w innych mocnych drzewach. 





sobota, 23 stycznia 2016

Potrzeba bylo sniezycy stulecia...

abym wrocila do pisania. (Tak wyglada nasz swiat na zewnatrz dzisiaj.) Kolejna zima, kolejny rok.. Weszlam w ten rok w przepysznym towarzystwie mojej cudownej kuzynki i jej rodziny, ktorzy cala czworke przelecieli ocean aby byc tutaj z nami w okresie swiat Bozego Narodzenia. Nasz dom zapelnil sie energia dwoch wspanialych dziewczynek, wspomnieniami, zapachami nowych potraw, dlugimi wieczornymi rozmowami. Tak bardzo chcialabym uchwycic choc czesc tych rozmow w tym blogu i zaprosilam moja kuzynke do wspolprowadzenia tego mojego pisania tutaj. Duzo rozmawialysmy o "byciu" w obecnej chwili, o pelnym przezywaniu codziennych malych radosci, o regularnym praktykowaniu wdziecznosci, o naszym rodzinnym perfekcjonizmie i koniecznosci zmian pewnych gleboko w nas wrosnietych przekonan. Od czasu do czasu w moim zyciu spotykam mlodszych ode mnie ludzie ktorzy charakteryzja sie czyms co literatura opisuje jako "old souls (stare dusze)". Sa to ludzie nad wiek dojrzali, zaskakujacy glebia myslenia i obserwacji. Moja kuzynka jest zdecydanie jedna z tych starych dusz.

Zmienilam wiec nieco wyglad bloga, ktory wkrotce bedzie mial dwie autorki.

Nowy rok zaczelysmy razem bardzo dluga praktyka jogi po ktorej usiadlysmy razem na kubkiem kawy i zadeklarowalysmy swoje intencje na rok 2016. Intencja to swiadomy proces umyslowy ktory wspomaga  realizacji swoich pragnien.  Intencja wzmacniana jest codziennymi, systematycznymi praktykymi, ktore beda przewodnim temat mojej czesci blogu w roku 2016. Moje intencje na rok 2016 to zdrowie, radosc i skupienie. 

Jeszcze nie tak dawno ostatnie dni starego roku spedzalam na robieniu listy postanowien -  wierzylam ze zycie da sie zamknac w plan, ze jesli bede tylko sie starac, solidniej pracowac, jesli bede bardziej systematyczna, bardziej porzadna....itd, itp to rozwiaze wiekszosc swoich problemow i przy okazji problemow swiata...Przywielej mlodosci. Patrze na swojego syna wchodzacego w zycie - on wie wszystko i najlepiej...Tak jak ja kiedys. Teraz w wieku lat 50 tak dobrze wiem ze zycie jest nieprzywidywalne i tak bardzo kruche. Wiem ze zycie jest pelne niepewnosci, pelne poczatkow i koncow, pelne zmian i ewolucji. Ludzie wchodza i odchodza z naszego zycia, zmieniaja sie nasze ciala, nasze wydawaloby sie pelne prawdy przekonania przestaja nam sluzyc. Ale czesto to wlasnie jest najwiekszy dar od zycia - tak czesto z kolan, z glebokich ran, rodzi sie cos nowego w naszym zyciu - zdzieramy skorupy ze swojego serca, otwieramy okna naszej duszy, rodzimy sie na nowo..

Ten nowy rok zaczelam w olbrzymiej radosci i wdziecznosci. Radosci ze przezylam kolejny rok, ze tutaj tak daleko na emogracji mialam mozliwosc spedzic swieta z bliskimi mi ludzmi, ktorych tak bardzo kocham. Nowy rok tez zaczelam w bolu - moj kregoslup zdecydowanie dal do zrozumienia ze nie bedzie tolerowal tak dlugich godzin pracy i tak duzej nadwagi. W pewnym momencie nie moglam nawet chodzic - pomalenku dzieki systematycznym praktykom jogi bol ustapil.  Codzienne praktyki majace na celu poglebianie mojej radosci i dbalosc o moje zdrowie  bedzie wymagalo skupienia - stad ta trzecia intencja.

I poniewaz to pierwszy wpis w tym roku, wszystkim ktorzy tutaj do mnie zagladaja zycze roku pelnego radosci i zdrowia.



sobota, 21 listopada 2015

Gdzie sie podziewalam?

Od sierpnia? To juz listopad?

We wrzesniu bylam w Polsce. Zazwyczaj z Polski wracam z bolem w sercu, z niedosytem, z zalami - za malo czasu, za malo spotkan, za malo zawsze tej Polski...Tym razem zaplanowalam bardzo malutko - chcialam miec czas dla ludzi ktorych kocham, chcialam sie nie spieszyc. Mimo 26 lat po tej stronie oceanu udalo mi utrzymac relacje z najblizszymi. Emigracja mnie zmienila, moja praca nad soba wyeliminowala pewne reakcje ktorych w sobie nie lubilam, dojrzalam, i im jestem starsza tym bardziej jestem swiadoma ze ludzi nalezy kochac bo szybko odchodza. Kochac ich takich jakimi sa.

 Byl to ogolnie dobry pobyt. Polska piekna, ludzie maja ciekawe zycia ( przynajmniej w srodowisku w ktorym ja sie obracam) , zdecydowanie wiecej czasu niz ja go tutaj mam.  W niedziele wreszcie ( bo juz tyle razy planowalam tam pojsc) udalo mi sie dotrzec do luteranskiego kosciola sw. Marcina w Krakowie - bylam zachwycona i wspolnota, i  kazaniem. Byla to moja pierwsza wizyta w protestanckim kosciele w Polsce , ten kosciol mijalam niemalze codziennie kiedy mieszkalam w Krakowie, nigdy nie mialam okazji tam wstapic. Podczas tej wrzesniowej niedzieli, wspolnota obchodzila swieto dziekczynienia ( dozynki?).

Byl okres w moim zyciu kiedy uczylam sie wdziecznosci, uczylam sie zatrzymac, zwolnic, przystanac i podziekowac za piekno, za milosc, dobro, usmiech, radosc....Im bardziej sie nad tym koncentrowalam, tym wiecej wypelnialo sie moje zycie ta dobra energia - teraz ta wdziecznosc juz stala sie bardziej automatyczna reakcja, nie musze specjalnie o tym myslec ...Kazanie bylo piekne -zapemiatalam refleksje o naszym osobistym bogactwie. Bogactwem sa nie tylko dobra materialne ale tez nasz czas i talenty. Wokol tych bogactw mozemy zbydowac wysoki mur i spedzic czas na tym aby strzec i dokladac do tego. Samotnie. Alternatywnie, z tych naszych bogactw mozna dolozyc do wspolnej studnii z ktorej mozna  wraz z innymi  czerpac - studnie maja to do tego ze jakby nie mialy dna...Naiwne? Raczej nie, do tej teorii synergii, obfitosci wraca sie czesto na szkoleniach z zarzadzania:

“Ludzie o mentalności niedostatku mają tendencję widzieć wszystko w kategoriach wygrana - przegrana. Wszystkiego jest tylko tyle, że jak ktoś inny to weźmie to będzie mniej dla mnie. Lecz im mocniej budujemy swe życie wokół zasad, tym bardziej rozwija się w nas mentalność obfitości. Wtedy stajemy się autentycznie szczęśliwi widząc sukces, dobrostan, osiągnięcia, uznanie i uśmiech fortuny innych ludzi. Wtedy jesteśmy przekonani, że ich sukces raczej coś dodaje do naszego życia, niż z niego ujmuje.” Stephen Covey

 Zyjac w tym poczuciu obfitosci  jestesmy gotowi dodawac do studni bo wiemy ze im wieksza tym latwiej i nam bedzie z niej czerpac. Nie zawsze takie myslenie przychodzi latwo, tyle w nas lekow, tyle w nas obaw - historia nie byla laskawa dla Polski, kazdy z nas w zyciu posrednio lub bezposrednio spotkal sie z bieda, tragediami, nieszczesciami..Czasem chcialoby sie zabarykadowac za tym murem.

Po tylu latach emigracji ciezko jest mi uciec od porownan. Polacy sa srdeczni, goscinni, spontaniczni, ciepli i coraz milsi.  Polacy  jednak w porownaniu z Amerykanami  nie sa za bardzo  społeczeństwem obywatelskim.  Niedoplacenie oplat, unikniecie podatkow, zalatwienie cos poza przepisami nie odbiera sie jako okradanie własnego państwa. Kiedy dziwilam sie czy pewnych spraw nie mozna zalatwic zgodnie z przepisami, szalam komentarz - Ty nie umialabys tutaj zyc, ty nie rozumiesz co tutaj sie dzieje, tutaj trzeba wiedziec jak kombinowac... W USA rosnie nieufnosc do rzadu, do politykow, ale ludzie wierza ze maja wplyw na swoich lokalnych politykow, staraja sie cos zmienic w swoim srodowisku, przecietny Amerykanin czuje sie bardziej sprawczy, jest bardziej zaangazowany.  Wiem ze i to z czasem sie zmieni...

W pazdzierniku bylam na konferencji w Reno, Nevadzie, a w listopadzie w Philadelphii...O Nevadzie musze napisac pare slow, ale robi sie juz pozno dzisiaj wiec tylko pare fotek znad przepienego jeziora Taho.





niedziela, 30 sierpnia 2015

o wspoluzaleznieniach



Ostatnio duzo mysle o tym gdzie sa granice pomiedzy zaangazowaniem, wspieraniem innych ludzi, funkcjonalna pomoca a wspoluzaleznieniem/uzaleznieniem emocjoinalnym. Kiedy przyjazn jest zdrowa, budujaca a kiedy staje sie relacja toksyczna, raniaca i podcinajaca skrzydla? Kiedy przyjazn daje energie? Kiedy ja wysysa? Czasami toksycznosc w przyjazni jest subtelna, ukryta, trudniejsza do wykrycia...

Compassion is not a relationship between the healer and the wounded. It’s a relationship between equals.” ~Pema Chodron

Wspolczucie - nie polega na zwiazku pomiedzy osoba uzdrawiajaca a osoba zraniona. Wspol-czucie to relacja pomiedzy rownymi.

Przypomnijmy wiec sobie czym charakteryzuje sie wspoluzaleznienie.

Wspoluzaleznienie charakteryzuje sie nadodpowiedzialnoscia oraz nadmierna kontrola. Osoby wspoluzaleznione sa czesto chronicznymi "pomagaczami".  Na zewnatrz osoba wspoluzalezniona radzi sobie doskonale. Dla kogoś potrafi rozwiązać każdy problem. Jeśli chodzi o nią samą jest czesto nieporadna, zagubiona i słaba. Moje problemy wciaz sa nie rozwiazane. Wciaz mam 20 kg nadwagi, wciaz mam nie-do-konca poukladane  relacje z rodzina, rozgrzebane projekty w pracy, niezrealizowane plany. Nie jestem osoba na tyle zdrowa by skutecznie i umiejetnie pomoc drugiej osobie. Mialam w tym roku skoncentrowac sie na sobie... Moim natychmiastowym instynktem jest przejac zycie drugiego czlowieka, zorganizowac, naprawic...To nie przyjazn, to wspoluzaleznienie.


Mowie to sobie uczciwie i z miloscia.

Wciaz ciezko skoncentrowac mi sie na swoich potrzebach, aspiracjach i marzeniach. Od dziecka zawiklana w roznorakie pomagania, wspierania - wciaz mam trudnosci w wtyczaniu granic miedzy soba a innymi ludzmi, trudnosc we wlasciwym adresowaniu swoich doroslych potrzeb i pragnien, trudnosc w troszczeniu sie o siebie. 

Czuje sie dobrze kiedy swiat wokol mnie jest w porzadku. Nie mam jednak takich sil aby ten swiat doprowadzic do porzadku. Swiat bedzie w  porzadku jesli ja bede czula sie dobrze.

Sprobujmy  wiec wrocic ten blog do mojego wlasnego zycia...Do codziennosci. Do dbania o siebie.





niedziela, 23 sierpnia 2015

niedzielnie i religijnie

Dotarlam do konca letniego maratonu - mimo ze to dopiera druga polowka sierpnia i babie lato wciaz moze nas poddusic wysokimi temperaturami oraz wilgotnoscia, musze przyznac ze tegoroczne lato bylo dla nas wyjatkowo laskawe.  Oznaka tej laskawosci jest miedzy innymi to ze  w domu dzis mam wszystkie okna otwarte - co za absolutny luksus! Zazwyczaj o tej porze zmeczeni juz mocno upalami siedzimy w zamknietych klimatyzowanych pomieszczeniach wypatrujac znakow jesieni.

Ostatni jestem tak bardzo w rozjazdach  i zajeta, ze wkladam duzo wysilku aby w niedziele zwolnic i napelnic  swoje emocjonalne i duchowe baterie. Ciezko jest pisac o duchowosci - u kazdego czlowieka manifestuje sie ona inaczej -czesto tez dbanie o dusze kojarzy sie z praktykami religijnymi- u mnie ostatnio te duchowe baterie laduje najlepiej podczas samotnycxh spacerow nad brzegiem "mojej" rzeki, tej ze zdjecia wlasnie.

Czesto sama zadaje sobie pytanie dlaczego mimo mojego rosnacego sceptycyzmu i niecheci do wszelkich zorganizowanych religii wciaz twierdze ze jestem osoba wierzaca.  Co w ogole znaczy byc osoba wierzaca w XXI skomplikowanym wieku w ktorym troche naiwnoscia  jest wierzyc w Patriachalnego-Boga-"Pana", ktory za dobre wynagradza, za zle kaze i ma nas w nieustajacej opiece. Moja wiara rozpoczeta w rodzinie rzymsko-katolickiej, praktykowana podczas mojego 50-letniego zycia w kosciolach roznych wyznan przeszla wiele ewolucji. POniewaz moja wiara jest "po przejsciach" zacznijmy od tego w co nie wierze:

  • Zdecydowanie nie wierze ze Biblia jest nieomylna. ( Dla mnie wychowanej w tradycji rzymsko-katolickiej Biblia nigdy nie byla bezposrednim zrodlem wiary ale w protestanckich Stanach ta wiara w nieomylnosc i ponadczosowosc Biblii jest szeroko rozpowszechniona.
  • Od zawsze (intuicyjnie i bardzo !) mialam klopot z wiara w Boga ktory w swojej "nieskonczonej dobroci" posyla swojego jedynego syna na okrutna i meczenska smierc w celu odkupienia naszych grzechow. Zawsze mialam olbrzymi problem ze Swietami Wielkanocy i ta teologia grzechu pierworodnego i Boga wymagajacego ofiar za te grzechy.
Mimo tej swojej rosnacej "niewiary" wciaz nie bylam gotowa na calkowite odejscie od chrzescijanstwa i ogloszenie siebie ateista. Od 18 lat jestem czlonkiem episkopalnego kosciola, z przepiekna obrzedowoscia i przemilymi, dobrymi ludzmi wiec mam bardzo dobre doswiadczenia z instytucja religija do ktorej naleze. Troche gorzej jednak z doktryna. Zupelnie przez przypadek (viva social media!) odkrylam calkiem energicznie rosnaca podobnie "nie-wierzaca" grupe chcrescijan. Ta  formacja  nazywa sie "Chrzescijanstwo Progresywne" - zrzesza ona ludzi ktorzy jak ja lubia praktyki religijne, naleza do  roznych denominacji i tradycji, a ich wiara bardziej charakteryzuje sie "droga", uznaniem/afirmacja pewnych wartosci niz na "wiera". Jednym slowem, nie jest tak bardzo istotne dla mnie w co wierzysz, jak wierzysz - wazniejsze jest jak zyjesz. 

To "odkrycie" bylo dla mnie olbrzymia ulga bo przez dosc dlugi okres czulam sie troche hipokrytka - twierdzac ze  jestem osoba wierzaca/ chrzescijanka , bywajaca w miare regularnie w kosciele ale odrzucajaca z pozoru te fundamentalne prawdy wiary chrzescijanskiej. Na odrzucenie religii z mojego zycia nie bylam gotowa - zawsze gleboko czulam sie zainspirowana naukami Chrystusa i tym jak przeobrazal swiat i ludzi wokol siebie. Stad moja radosci - nie ja jedyna jestem takim dziwacznym CHrzescijaninem - praktykujacym ale nie we wszystko wierzacym. 

 W co wiec wierza Chrzescijanie Progresywni:
  • Wierza ze Biblia jest natchnionym dzielem ktore zawiera mysli mistykow i opisuje ewolucje ducha ludzkiego. Biblia jedna nie jest nieomylna i nalezy ja interpretowac w historycznym kontekscie rzeczywistosci w ktorej byla pisana.
  • "Zbawienie" nasze odbywa sie tutaj i teraz. Zbawienie to przemiena/transformacja ( siebie i otaczajacego nas swiata) wskutek takiego a nie innego zycia./ takich czy innych wyborow. 
  • Ludzkie dylemary, sytuacje, okolicznosci trudnosci sa zdecydowanie bardziej skompolikowane aby mozna je bylo rozwiazac tradycyjnie chrzescijankim pojeciem grzechu i przebaczenia stad progresywni chrzescijanie nie wierza w tradycyjny koncept grzechu. Mimo tej niewiary Progresywni Chrzescijanie stawiaja sobie wysoka poprzeczka moralna.
  • Jezus wciaz jest centralna postacia dla progresywnych chrzescijan - jak syn Boga, Slowo ktore Stalo sie Cialem. Chrustus  jest dla nas inspiracja ktora swiadczy o charakterze i pasji Boga. (Progresywni Chrzescijanie nie wierza w role Chrystusa jako Baranka Bozego zeslanego na smierc w celu odkupienia grzechow - i wspolczesni teolodzy wskazuja na to ze ta tradycycja "Oskupienia" "Pana" zrodzilach sie podczas feudalnego porzadku swiata okolo 1000 lat temu.) Poniewaz Progresywni Chrzescijanie czerpia inspiracje z zycia Chrystusa traktuja swoje chrzescijanstwo bardzo powaznie - troszcza sie o biednych i wykluczonych, zepchnietych na margines,  staraja sie zyc tak aby nie rujnowac srodowiska, sa tolerancyjni i otwarci, zdaja sobie sprawe ze  tak jak ludzie tak nasze pojecie/zrozumienie Boga ewoluuje stad nie trzymaja sie kurczowo zadnych doktryn. 
  • Progresywni Chrzescijanie nie wierza w centralnosc religii chrzescijanksiej, uwazaja chrzescijanstwo jako jedna z drog do Boga
  • Progresywni Chrzescijanie to nie to samo co Liberalni Chrzescijanie ale to juz moze kiedys inna notka...


Na koniec moich krotkich rozwazan o chrzescijanstwie progresywnym, progresywne wyznanie "winy" w jezyku angiekskim:

PRAYER OF CONFESSION

O God, we acknowledge that we have not fully used all the gifts which you have given us.

You have given us eyes but we have not always noticed the beauty of the world nor the hurts of other people.

You have given us ears but we have not always heard the songs of nature nor listened to what people are really saying.

You have given us fingers but we have not always felt the world with reverence nor touched other people as tenderly as we could.

You have given us a sense of smell but we are part of a society which pollutes the air as well as the earth, the rivers and the sea.

All: HELP US, STARTING FROM NOW, TO ENJOY OUR SENSES AND TO WORSHIP YOU WITH OUR SEEING AND HEARING, OUR SENSE OF SMELL AND OF TOUCH, AS WELL AS WITH OUR THINKING.