niedziela, 15 stycznia 2012

Dzien 15

Bardzo pelny dzien, ktory zaczelam wczesnie rano, solidnym marszobiegiem po osiedlu.Moj 85-letnie sasiad, byly koszykarz, jak zwykle elegancki, usmiechniety i bardzo energiczny obdarowal mnie szerokim usmiechem. On i jego zona sa dla mnie niezmienna inspiracja!

Po kosciele poszlismy na swietny wyklad wprowadzajacy do cyklu wykladow na temat roznych religii swiata. Anglikanski ksiadz urodzony w Indiach, zaczal ten wyklad od statystyk - w USA ponad 70% ludzi to chrzescijanie, na swiecie juz tylko ponad 30%. Druga najwieksza religia na swiecie ( ok 27%) to Islam. Przez ten wyklad przewija sie mysl - kochanie blizniego swego bez rozumienia go, jest aktem egoistycznym. Bo czesto nasz blizni wola byc rozumianymi, niz kochanymi.Np. nasze chrzescijanskie zrozumienie zycia wiecznego u prawicy Boga byloby klatwa dla wyznawcy Buddyzmu, dla ktorego zycie wieczne, to wieczne zmaganie sie z cierpieniem. Koncept egzystencji bez cierpienia jest dla buddyzmow kompletnie obcy, stad zycie wieczne to straszna perspektywa.

Ktos z sali zapytal, czy jest jakis element, ktory laczylby te wszystkie religie, czy np. wspolczucie, milosc do drugiego czlowieka jest takim wspolnym elementem. Ksiadz stwierdzil, ze mimo ze wielu teologow tak twierdzi, on nie bardzo sie z tym moze zgodzic, bo przeciez w imie religii, ludzie zabijaja i torturuja...Wreszcie ktos zapytal , jak ten ksiadz ( ktory pracuje w parafii , ktora bardzo posluguje bezdomnym) rozumie niebo. I on odpowiedzial, ze on osobiscie widzi i niebo i pieklo i tutaj na ziemi, i po smierci identycznie. I pieklo i niebo to  miejsca z pieknie nakrytymi stolami, piekna porcelana, wspanialym, goracym jedzeniem. Jedyna dziwna rzecza jest to ze lyzki i widelce na tych stolach, sa bardzo, bardzo dlugie, takie na kilka metrow. I w piekle panuje frustracja, balagan, to jedzenie wala sie po scianach, podlodze, bo glodni i zdesperowani ludzie staraja SIEBIE nakarmic tymi strasznie dlugimi sztucami.
W niebie natomiast ludzie siedza przy stole, nabieraja jedzenie ze wspolnego stolu, i karmia sie nawzajem. Panuje tam porzadek, milosc i harmonia, mimo ze sztuce sa niewygodne i nielatwe w obsludze. Piekne.

Jeszcze jedna mysl zapamietalam - ksiadz stwierdzil, ze nie bardzo wierzy w duchowosc, bez przynaleznosci koscielnej. Czyli koncept wierzacy-niepraktykujacy. Tylko ze w kosciele protestanckim, taka przynaleznosc koscielna wiaze sie z coroczna donacja finansowa, oraz aktywnym uczestnictwem w zyciu parafii - modlitwa za chorych i potrzebujacych, udzial w programie charytatywnym, pomoc przy organizowaniu progrmu edukacyjnego, udzial w chorze. (Oczywiscie, kazdy powinnien wspomagac swoja parafie finansowa - jest to niezwykle taktowny i otwarty proces - a inne zaangazowanie wybiera sobie wg powolania i czasu.)  Liturgia niedzielna jest rozumiana jako wazny zastrzyk duchowy, ale nie jest obowiazkiem. Przynaleznosc koscielna daje ten element spoleczny, tworzy duchowe rodziny, wspolnie  kosicoly staraja sie realizowac idee chrzescijanstwa pomocy dla slabszych, i wzajemnej milosci. Kilka kosciolow np. czesto prowadzi schronisko dla bezdomych, czy tez inne organizacje charytatywne.

Bardzo ciekawy wyklad. Kolejne wyklady beda prowadzone przez przedstawicieli innych wyznan.

Po kosciele bardzo mily lunch z G. - mnielismy okazje przedluzyc nasza uczte intelektualna i kontynuowac rozmowe na temat tego wykladu. Zdecydowanie dzien, w ktorym wszystkie trzy obszry mojego istnienia (duch, cialo i intelekt) byly zadbane.

In a sense every day of your life is labor: the rhythmic agony of producing the person who will wake up in your body tomorrow… Spiritual practices are actions within our power that help us narrow the gap between the character we want to have and the character we are actually developing… They are ways of becoming awake and staying awake to God. For the kind of person you are becoming determines how much of God you can experience—and maybe even which version of God you experience.  
 From Finding Our Way Again, by Brian McLaren

W pewnym sensie kazdy dzien naszego zycia to wysilek - bolesny, systematyczny wysilek tworzenia troszke nowej osoby, ktora narodzi sie w naszym ciele jutro. Duchowe praktyki moga pomoc zmniejszyc roznice pomiedzy osoba jaka chcielibysmy byc, a jaka sie stajemy. Sa rozne sposoby na otwaracie sie na Boga, i na trwanie w tym otwarciu.  Jak osoba sie staniemy okresla ile Boga bedziemy mocgli doswiadczac, a nawet JAKIEGO Boga bedziesz doswiadczac. 


 To prawda, moj Bog dziecinstwa i mlodosci, to Bog zasadniczy, karzacy, niedostepny. Bog koscielny.  Bog ktorego teraz doswiadczam, nijak nie chce sie wpasowac w zadne ramy raligie, natomiast coraz czesciej czuje Jego obecnosc. W ciszy, w milosci, we wzrastaniu, nawet w cierpieniu w ktorym jest spokoj i pogodzenie. W kolejnych zaskajacych drzwiach , ktore sie w moim zyciu otrwieraja. W nadziei. w tesknoscie, w oczach drugieko czlowieka. To sa momenty ktorze poeci tak pieknie potrafia uchwycic w slowa, a muzycy w nuty. Mnie pozstaje nieporadna wdziecznosc.



3 komentarze:

  1. jeszcze nie wychodzi mi ukladanie calego dnia, ale mam takie kilkugodzinne kieszonki zadowolenia, tak jak wczoraj znalezienie w brzydszej czesci miasta nowego kolorowego centrum restauracyjno-muzycznego :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
  2. Kieszonka zadowolenia - jak mi sie to podoba! nasze zycie to naprawde suma malutkich kroczkow!!! Mi sie wydaje ze coraz wiecej takich centrow bedzie powstawac - ludzie bardzo tutaj w USA spragnuieni sa tego co my w Europie mielismy bez liku - kawiaranek, klubow :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kieszonka zadowolenia...mnie się to bardzo podoba...od dziś będę liczyć kieszonki zadowolenia z moich małych kroczków...

    OdpowiedzUsuń