czwartek, 26 stycznia 2012

Dzien 26

Moglabym sluzyc jako  przepowiadacz deszczu - zawsze na wilgotna pogode dostaje bolu glowy. Amerykanie nie wierza w "cisnienie" i nawet sie z tego troche podsmiewaja. Ja tam wiem ze cisnienie powietrza ma wplyw na moja glowe i dzisiaj to cisnienie nie bylo za bardzo korzystne. Deszcz juz zreszta pada, i padac ma caly dzien, mnie peka glowa.

Jak powiedzialam tak zrobilam - obladowana torbami  wyjechalam rano i odbylam swoj trening. Dzis czwarty tydzien, i moj plan jest nieco inny - ale dzis musialam biegac juz 10 minut, i dalam rade!!! Sila malych kroczkow i systematycznosci - to moja mantra na te 366 dni!

Dwa spostrzezenia z pracy - zaczelam bardzo solidnie przygotowywac sie do wszystkich spotkan. Zaczelam "glebiej" pracowac. Wciaz jestem zawalona projektami, ale pomalenku, pomalenku deleguje. Bardzo lubie ten blog, i pare tygodni temu zatrzymalam sie nad ta notka.
Cytuje po angielsku:

the other person in the deal doesn't get to experience the opportunities for growth and I completely lose sight of what I want - I just think "I'll figure this out" or "I'll make this work". No more. What's yours is yours. The positives I gained, and there were some, don't outweigh the long-term negatives. 

Dlaczego to pisze? Bo od trzech lat zmagam sie z pracownikiem ktory ma okresy wspanialej pracy, oraz okresy absolutnej niesolidnosci. Robilam wszystko co w mojej mocy aby wspierac jego potencjal - i po przeczytaniu tej notki, stwierdzilam ze starajc sie, zabiegajac, tolerujac niesolidnosc, po prostu zatrzymuje wzrost tego czlowieka. Bo traktuje go jak male dziecko. Bo JA sie zle sie czuje jak ktos jest na mnie obrazony, bo JA mam potrzebe a byc byc lubiana, akceptowana. NO more. What is yours is yours. Koniec. Poczulam sie bardzo zmanipulowana dzisiaj, nie zabolalo mnie, nie zareagowalam, ale pomyslalam sobie, ze ja w te polityki nie bede wciagana. Zwlaszcza jesli sa to polityki szyte grubymi nicmi, i bardzo widoczne. Zbudowalam bariere i bede strzegla tych sluzbowych barier. Zostawie w spokoju. Jesli nastapi upadek, to ten upadek moze dac szanse na wzrost. Jest ten wzrost bedzie nastepowaj bez mojej ingerencji, to bede sie cieszyla. Ale nie bede brala spraw w swoje rece. Odetne emocje, uczucia - bede pracowala zgodnie z procedurami - solidnie, uprzejmie i WYMAGAJACO. 


Wypozyczylam ta ksiazke z biblioteki. Piekny cytat - Mindfulness is  a kind of light that shines upon your thoughts, all your feelings, all your actions, and all your words . Mindfulness is Buddha. Mindfulness is the equivalent of the Holy Spirit, the energy of God.
Uwaznosc w  zyciu  jest jakby swiatlem ktore kierujemy na nasze mysli, nasze uczucia, nasze dzialania, i nasze slowa. Uwaznosc zycia jest Buddha. Uwaznosc zycia to odpowiednik Ducha Sw. , energia Boga.


Dla mnie jest to gleboki cytat bo moje wychwanie religijne nauczylo mnie byc bardzo bierna w stosunku do Boga. Jak teraz o tym troche wiecej mysle , to zdaje sobie sprawe, ze zawsze jakos bylam przekonana, ze albo Duch sw. splywa na mnie, albo tez nie - nigdy jakos nie pomyslalam  ze ja mam bardzo duzy wplyw czy zyje w polu tej energii Boga. Nigdy wiedzialam ze uwaznosci mozna sie nauczyc, i ta uwaznosc wlasnie potrafi uswiadomic ta swietosc naszego zycia. Widze teraz wyraznie ze Bog otwiera nam drzwi, ale zostawia nam tez wolnosc decyzji czy chcemy podejsc pod te drzwi. Czasem te drzwi nie sa bardzo dobrze widoczne, podejscia trudne....

Dotarlam dzisiaj na Straznikow Wagi. Waga ciutke (0.3 kg) w gore - ale zawsze tak mam jak sie zaczynam wiecej ruszac.

 Jutro jade wczesnie do pracy, bo mam calodziennie spotkanie do ktorego jestem starnnie przygotowana. Postaram sie zakonczyc dzien na zajeciach z yogi  albo wyciagnac G. do kina. Chce zobaczyc amerykanska wersje filmu The Girl with the Dragon Tatoo. Bylam tak zajeta w tym tygodniu ze nie zrobilam zadnych planow na weekend.

2 komentarze:

  1. Jak już objerzysz ten film to podziel się wrażeniami! Ja książki pochłonęłam, dwa pierwsze filmy w originale obejrzełam w zeszłym roku, trzeci już mam, ale jeszcze nie miałam czasu zobaczyć... szewdzki film był tak dobry że jakoś mi nie śpieszno do tego amerykańskiego. Ale ciekawa jestem Twojej opinii

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ksiazki tez pochlonelam, filmy szwedzkie widzialam, ale jakos te szwedzkie mi sie tak nie podobaly. Z wyjatkiem Liz, nie podobali mi sie glowni aktorzy - czekalam na ta wersje amerykanska - napisze jak tylko zobacze ten film.

    OdpowiedzUsuń