piątek, 27 stycznia 2012

Dzien 27

Dobre przygotowanie do spotkania zaowocowalo w zdecydowanie wieksza pewnosc siebie, ale najwazniejsze z tego wszystkiego bylo to ze mimo bardzo sprzyjajacej okazji nie nalapalam projektow, nie rozpoczelam nic nowego, nie zglosilam sie na ochotnika w impulsie "dobrej uczennicy", ze kilka razy powiedzialam, ze nie widze mozliwosci abysmy mogli to i tamto zrobic. Skonczylam spotkanie ze strategiczna lista projektow, ktora sa wazne, i moga tez  umozliwic mi promocje w przyszlosci. Brawo. Sluchalam, robilam notatki, robilam przerwy na podsumowanie dyskusji - nie czulam tremy, nie myslalam o swoim akcencie, czulam sie profesjonalnie. Krok do przodu. Mysle ze byl to dobry dzien dla mojego intelektu.

Chce wrocic jeszcze do tej doskonalej notki Iwony Majewskiej :

Pani Iwona zacheca do

dokonania drobnych zmian, do przelożenia nacisku czy starń z obszaru zainteresowania o małym wpływie na tę część zainteresowań, gdzie wpływ jest duży.

Musze przyznac , ze wlasciwie caly poprzedni rok malymi kroczkami dazylam do tego aby zmniejszyc obszar rzeczy ktore mnie martwia ( moje zmeczenie, brak czasu, brak energii, brak glebokich relacji, nieumiejetnosc odpoczynku, pracoholizm, slaba kondynacja fizyczna, chaos), a zwiekszyc obszar wplywu na ten obszar zmartwien np.
zmeczenie - planowanie odpoczynku, dbalosc o wieksza rownowage w moim zyciu
brak czasu - realistyczne planowanie
itd.itp.

Nie zrobilam tego w tak metodyczny sposob jak zaleca pani Iwona, ale doszlam do tego troche okrezna droga. ( Moj mozg chyba tak wlasnie pracuje - bo mimo mojego doktoratu w naukach scislych, ja naprawde w glebi serca jestem poetka. Pamietam gdy pomagalam mlodszemu Benowi w nauce - to moje matematyczne dziecko potrafilo rozwiazac zadanie w dwoch linijkach, natomiast ja do tego wyniku dochodzilam w szesc linijek. I tak jest do dzisiaj.)

Zaczynajac ten blog ( na urlopie!) mialam ambitny plan ze kazdego dnia otocze troska swoja strone intelektualna, umyslowa i duchowa.  Nie jest to mozliwe - i plan ten rozciagnelam na caly tydzien. Zorientowalam sie tez ze nie chce aby obszar mojego wplywu byl olbrzymi, bardziej zalezy mi aby byl gleboki. To bylo bardzo odkrywcze dla mnie, bo jak napisalam - do tej pory lapalm w zyciu co sie da, bez jakiejs glebszej strategii. Te ostatnie przemyslenia uswiadomily mi ze w srodku tego mojego obszaru wplywu jest obszar nad ktorym mam ( albo moge miec, jak jeszcze na tym popracuje)  nad ktorym mam nie tylko wplyw ale takze kontrole. I sa to:
  • moje mysli
  • moja reakcje i emocje
  • moje dzialanie
I ze to jest bardzo duzy obszar i ktory naprawde wplywa na moje zycie.

Czyli logiczne jest ze powinnam dzialac jak najwiecej  w kregu swojego wplywu. Jednym slowem nie tracic energii i czasu na to co nie przyniesie wiekszych rezultatow z tej prostej przyczyny - BO NIE MAM NA TO WPLYWU. Nie mam wplywu na to co robia i mysla inni ludzi. Nie mam wplywu na polityke ( chociaz na lokalna polityke mialabym wply, jeslibym sie zdecydowala w nia zaangazowac. Nie mam wplywu na pogode, na polityki pracowe itd). Inwestowac czas i energie w obszar wplywu!

Obszar mojego wplywu w jakims stopniu zalezy ode mnie. Ale gdy ten obszar wplywu jest olbrzymi - tzn. np. jestem zaangazowana w wiele projektow, w wiele organizacji - to nie ma szans na jaks wieksza efektywnosc. Wiec nalezy zmniejszyc i skupic ten obszar wplywu, aby miec widoczne efekty. Nie lapac 10 srok nawet jesli by byly w naszym zasiegu, bo jak te sroki potem utrzymac?, nie mowic juz o zaopiekowaniu sie nimi. Jednoczesnie stawiac sobie wysoko poprzeczke w obszarze naszej kontroli - tutaj mozna wiele zdzialac! Czyli pracowac nad myslami, reakcjami i emocjami, no i swoim dzialaniem.


Wow. Az sama sie zdziwilam ze jeszcze cos wykrzesalam z mojego mozgu w piatek wieczorem. Calkiem niezly wyklad sobie zrobilam :)






2 komentarze: