sobota, 28 stycznia 2012

Dzien 28

Dlugi marszo-bieg w pieknym styczniowym sloncu. Ten program jest doskonaly - bieganie zawsze sprawialo mi trudnosc - plywam, jezdze na rowerze, ale przy bieganiu zawsze dostawalm strasznej zadyszki. Za szybko. Za ambitnie. Ten program rozlozony jest na 8 tygodni ( moj jest troszeczke inny).  Jestem juz w czwartym tygodniu, i doszlam do 5 minut biegu dwa razy. Opuscilam kilka wczesniejszych treningow, wiec postanowilam w przyszlym tygodniu powtorzyc czwarty tydzien - male systematyczne kroczki do przodu. Moja mantra.
Plan mialam na dzis bardzo ambitny. Wstac przed siodma rano, potem trening w grupie, potem kilka projektow w domu, napisac prezentacje na wtorek. Zaspalam. Z domu wyszlam w poludnie. I rezte dnia tak sie troche przeblakalam.  Przeczytanie pare stron z tej ksiazki. Porozmawialam z mama. Porozmawialam z G. i z B. Wzielam dlugi goracy prysznic. Zaleglam troche pod kocykiem. Obejrzalam ten program. Kilka tysiecy kobiet czekajacych na oferte malzenska zza granicy. Amerykanie, "ktorzy szukaja tradycyjnych zon, ktore znaja swoje miejsce w malzenstwie: (cytat).. Piekne i calkiem sympatyczne dziewczyny. Ale w tle -bieda, brak perspektyw, desperacja. Mialam okazje tutaj spotkac mezczyzn z amerykanskiej prowincji. Niewyksztalconych, z jakimis dziwacznymi pogladami i religijnymi i spolecznymi, zadufanych w sobie, przekonanych o absolutnej wyzszosci USA ponad wszystkimi narodami. I niestety posiadajacych wystarczajaca ilosc pieniedzy aby sprowadzic sobie kobiete z  Ukrainy lub Rosji. Bo kobiety amerykanskie sa za grube, za samodzielne, za bardzo wyksztalcone i nie bardzo rozumieje gdzie jest ich miejsce w malzenstwie... Slyszalam to narzekanie i od Ameryknow ( czesto bardzo otylych i bardzo niewyksztalconych) jak i od emigrantow z Afryki...

Nie jest to dzien , z ktorego jestem bardzo zadowolona - ale po prostu nie mialam na nic wiecej energii. 

Napisalam dzis komentarz na zaprzyjaznionym blogu ( na ktorym  lubie bardzo zostawiac komentarze bo zawsze .dostaje  sie przemyslana odpowiedz - widac ze autorka bloga ceni sobie czas ludzi, ktorzy czytaja jej blog, i autentycznie podejmuje rozmowe. Musze przyznac ze czasem jest mi przykro jak zostawie u kogos komentarz i jestem zignorowana. To troche jakby sie weszlo do kogos do domu przez otwarte drzwi, i nikt tego nie zauwazyl.).

Anyway - I digress.

Odpowiedz do mojego komentarza byla jak zwykle przemyslana i autentyczna - ale zastanowilo mnie jedno - autorka stwierdzila ze religia jest sprawa intymna kazdego czlowieka. Zadumalam sie nad tym troche - bo sama mam kolezanke, ktora jest wybitnie inteligentna i madra, i jest ateistka. Wojujaca ateistka. Lubimy sie. Ale ja jestem otwaracie osoba wierzaca. I religijna w sumie tez, bo co niedziele jestem w kosciele, bywam tez czasem na buddyjskich medytacjach. I zawsze kiedy rozmawiam z moja kolezanka , to czuje sie zaatakowana. I czuje sie niedouczona, naiwna - i broniac sie, czesto zapedzona w roh argumentami naukowymi przeciwko religii, stwierdzam ze religia jest sprawa intymna. Bo nie chce z nia rozmawiac. Bo wiary, duchowosci nie da sie obronic racjonalnymi argumentami. I zawsze z takich dyskusji wychodze jakas taka poraniona i obita. Moja kolezanka ateistka jest Polka, ktora od wielu, wielu lat mieszka w USA. Z drugiej strony w mojej pracy gdzie wiekszosc ludzi ma doktoraty z chemii, o religii rozmawia sie czesto i swobodnie. Moja kolezanka zza sciany Joan byla przez wiele lat zakonnica. odeszla z zakonu aby uczyc chemii na uniwersytecie. Po kilku latach wyszla za maz za praktujace Zyda - opowiadala mi jak starali sie wychowac swojego syna w obydwu religiach. Moj kolega Jim - prawnik, ktory po jakims czasie zdecydowal sie zostac nauczycielem, pochodzi z liberalnej rodziny zydowskiej. Patti - jest katoliczka, ale jej matka byla emigrantka z Ecuadoru, i czesto zastanawiamy czy aby napewno wzrastalysmy w tym wyznaniu. Jej praktyki w kosciele rzymsko-katolickim byly zupelnie inne niz moje. Karen jest liberalna muzlmanka - jej ojciec , emigrant z Hawajow, jest pastorem w jakim malym protestanckim kosciele. Karen zakochala sie w kulturze arabskiej, w teologii muzlmanskie i zmienila religie. Praktykuje, posci, nie je wieprzowiny. Moj kolega Michael, ktory jest juz na emeryturze, uczyl chemii w szkole sredniej, a rownoczesnie mial skonczone studia teologiczne. Zdecydowanie w srodowisku w ktorym ja pracuje religia nie jest sprawa intymna - rozmawiamy o tym czesto i swobodnie. Oczywiscie w pracy nie ma zadnych praktyk religijnych, chociaz np. nasza kolezanka Krystal, ktora jest Swiadkiem Jehowy, na biurku ma literature religijna. Mysle ze religia nie jest w sumie sprawa intymna, natomiast intymna jest nasza relacja z Bogiem, jakkolwiek Boga rozumiemy i doswiadczamy. Bo w sumie teologia, religia  to nic innego jak wiedza.

5 komentarzy:

  1. Religia to trudny temat. Myślę, że odrobinkę rozumiem Twoją koleżankę- wojującą ateistkę. Jest to /w moim odbiorze!/ druga strona lustra, bo nasza religia też operuje naciskami, presją i oskarżeniami- stąd obrona przez atak. Nie byłam precyzyjna- nie chodzi o religię a o hierarchów. Zresztą, może się mylę i cały mój wywód nie ma sensu?
    A odnośnie odpowiedzi na komentarze- nie bierz sobie tak tego do serca, bo czasem po prostu nie bardzo się wie, co odpowiedzieć, czasem jest komentarz zbiorczy a czasami nie odpowiada się nikomu- różnie to bywa /przynajmniej u mnie!/. Pozdrawiam. BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mylisz sie. Chyba rozumie o co Ci chodzi. Problem z niektorymi religiami ( nie wskazujac palcem :) jest taki ze to co powinno byc skorupka na wierzchu, ta zewnetrzna warstwa religii - czyli rytualy, obrzedy, obchody, budynki, materia, funkcje rozpanoszyly sie tak ze przyslonily to co najwazniejsze jest w zyciu religijnym - wartosci, i wynikajacy z tych wartosci system etyczny, nasza relacja z Bogiem, i wynikajace z tej relacji, relacja z innymi ludzi. Nasza wrazliwosc na cierpienie, na biede, na nedze moralna. Wiem o co Ci chodzi.

      Tak, tak ja wiem jak to jest z tymi odpowiedziami, ale milo byc "zauwazonym" od czasu do czasu. Ale ja w ogole jest pies na takie glebsze, miedzyludzkie kontakty :)

      Usuń
    2. To życzę Ci tych głębszych, twórczych i owocnych kontaktów bardzo dużo! :) BBM

      Usuń
    3. Staram się czytac twoje zapiski, choć ostatnio nie mam czasu. :)
      Ale musze napisac, ze mam to samo odczucie - po tych dysusjach z nasza kolezanka ateistka tez czuje sie ...poraniona, tak to chyba dobre okreslenie. I tez wtedy sie wycofuje - bo wiara z zalozenia nie pogodzi sie z dowodami naukowymi, wiara nie wymaga dowodow, z definicji.
      Ale takie dyskusje zmuszaja do wejscia glebiej w swoje relacje z Bogiem, do zastanowienia, wiec mimo wszystko lubie czasem podyskutowac z S. :)

      Usuń
    4. Dokladnie!!! Ale mnie sie wydaje ze S. bardziej atakuje instutucje religii, niz sama religie. Ja sama ile razy probuje osadzic sie w jakiejs jednej teologii to zawsze po jakims czasie dochodze do wniosku ze nijak ona nie opisuje Boga. Bardzo duzo uporzadkowal mi w glowie ten wyklad o hinduzmie, bo wyraznie rozreoznil obrzedy, od wartosci i sedna wyznania.

      Usuń