wtorek, 3 stycznia 2012

Dzien 3

Trudny dzien. Zaczal sie zgodnie z planem o 5 rano. Wczorajszy wieczor zakonczylam bardzo intensywna praktyka jogi kundalini, ktora wprowadzila mnie w calkiem radosny nastroj. Postanowilam, ze dzisiejsze moje kontemplacje beda sie obracac wokol tematu radosci, mimo ze powrot do pracy napawal mnie lekkim poplochem. Nie lubie tych pierwszych dni po urlopie z migajacym swiatlem telefonu i bardzo brzemiennym inboxem. Spedzilam pierwsze dwadziescia minut w skupieniu - kontrynuuje czytanie Always We Begin Again. Temeperatura dzisiaj rano byla dobrze ponizej 10 stopni - pierwszy mrozny dzien tej zimy - podjelam niefortunne decyzje o nie-wyjsciu na zewnatrz.

W pracy wciaz w miare pusto - nie wszyscy wrocili ze swoich zimowych urlopow. To dobrze, bo mialam troszeczke czasu na zorganizowanie sie - wszystkie projekty zapisalm w jedna liste. W tym roku ograniczam sie do kalandarza prywatnego, kalendarza elektronicznego w pracy, zeszytu na projekty, pomysly i listy rzeczy do zrobienia, oraz duzego zeszytu na roznorodne notatki. Jestem z lekka uzalezniona od ladnych notatnikow, kalendarzy, dlugopisow - i czesto mam kilka zeszytow w pracy. Bede sie starala pracowac przy pustym biurku i nad jednym projektem.Juz dzis uporzadkowalam troche papierow, zrobilam miejsce w biurku na foldery - jutro powinnam dojsc do stanu pustego i czystego biurka. Bede tez zamykac drzwi do swojego biura kiedy pracuje. Dzis mialam bardzo przerywany dzien. miedzy innymi mialam bardzo dluga rozmowe z bliska kolezanka, ktora jest bardzo chora na raka. Wyznala mi ze od jakiegos czasu czuje sie nieswojo rozmawiajac ze mna, gdyz ma wrazenie ze ja nie-bardzo wierze w jej chorobe, a ona wie ze umiera. Sama sie zdziwilam swoja reakcje. Nie bylo w niej paniki, nie bylo zaprzeczania - sluchalam bardzo uwaznie, analizowalam. I coz - musialam jej przyznac racje. Faktycznie, mimo ze wiem ze ona jest bardzo chora, nie bardzo wiem jak mam skutecznie z nia rozmawiac. Poprosilam by mi powiedziala jakiego wsparcia potrzebuje. Poprosila abysmy razem czasem wyszly na spacer. Zrobie to.Ona nie wie , ze momentami peka mi po prostu serce, ze widze w niej  kogos mi bardzo bliskiego, ktory zmarl na ta sama chorobe w bardzo wczesnym wieku. I ze boje sie nawet myslec o tym podobienstwie bo  bliska mi osoba odeszla w wielkich cierpieniach. I rzeczywiscie nie chce widziec, ze Krystal jest ta bardzo chora.

W drodze powrotnej wysluchalam bardzo budujacej analizy o klotliwych nastolatkach . Nasz 18-letni B. od wczesnych lat nastolatkowych z wielka pasja buntowal sie przeciwko jakimkolwiek probom ograniczenia jego wolnosci osobistej. Bogu dziekowac ze chlopak mial zawsze zdrowe pasje, i wlasciwie nie sprawial wiekszych klopotow wychowawczych, ale po wysluchaniu tej audycji wrecz ucieszylam sie ze jest w stosunku do nas calkiem klotliwy.

Od jutra pisanie tak dlugich notek w dzien powszedni, nie bedzie mozliwe. bede musiala znalezc jakis latwiejszy format.

Dla ciala - kupilam w drodze powrotnej warzywa i zrobilam bardzo dobra salatke z surowego brokula, kalafiora, marchwi, jablka, orzechow wloskich i suszonych sliwek. Pycha.
Niestety nie ruszalam sie dzis za wiele. Musze, po prostu musze rano odbyc ten moj godzinny ruch.

W pracy zwalnialam. Napisalam tez email, czy rzeczywiscie musze spedzic caly czwartek na szkoleniu, ktore wydaje mi sie strata czasu.

Mysl do ktorej wroce jutro.Co tak naprawde powinno byc w moim obszarze rzeczy waznych i niepilnych. Co moge wyeliminowac z mojego zycia? Jak moge go wiecej uproscic? 



When you let go of trying to get more of what you don't
really need, it frees up oceans of energy to make a difference
with what you have. When you make a difference
with what you have it expands."


--Lynne Twist

 

 

5 komentarzy:

  1. Oh! Bylam w ogrodzie, ktory wienczy Twoja strone bloga. Wiele lat temu mielismy przyjaciela w Waszyngtonie i odwiedzalismy go kilka razy do roku. Piekne miasto! Dziekuje za fotografie, ktorymi dzielicie sie z Gregiem na drugim blogu. Mam z tym miastem tak wiele dobrych wspomnien.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ania - moze kiedys znow przyjedziecie i odswiezycie wspomnienia. DC jest przepiekny wiosna! Czy tam gdzie mieszkasz sa jakies szlaki? Kazdej wiosny jezdilam z synem do West Virgini, ale w tym roku chyba nie pojade, i tak sobie mysle ze moze bym pojechala w inne dziekie strony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Robin,
    Region gor Adirondacks to sa same szlaki :)
    Jak przyjezdzalam do Lake Placid na narty z Connecticut wiele lat temu, bylam przekonana ze jest to okolica nastawiona na sporty zimowe (wiadomo, olimpijska wioska). Dopiero jak sie tu przeprowadzilam, to odkrylam, ze jest nieporownywalnie wiecej turystow od wiosny do jesieni niz zima. Okolica jest nastawiona na rowerzystow, kajakarzy, alpinistow, wedkarzy a przede wszystkim tych co uwielbiaja chodzic po szlakach. Trasy sa roznych dlugosci i kazdego stopnia trudnosci. Sa sprzedawane mapy i przewodniki. Istny raj dla Ciebie, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super. Zacznme sie tym interesowac! Nigdy nie bylam w tamtym regionie. daj znac jakbys wybierala sie kiedys do DC.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż się sama uśmiechnęłam jak przeczytałam o Twojej słabości do notesów, zeszytów, notesików itp...mam to samo...ostatno ograniczyłam się do kalendarza i jednego zeszytu na ważne notatki...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń