środa, 4 stycznia 2012

Dzien 4

Brutalny dzien w pracy, wypelniony spotkaniami, telefonami i rosnaca lista spraw do zalatwienia. Zauwazylam zdecydowanie wiecej ciszy i spokoju w sobie - mimo dosc intensywnego dzisiejszego tempa. Nie bylam w stanie trzymac sie mojego rozkladu dnia, ale byly momenty ze korygowalam moja pospiesznosc i wracalam do uwaznosci. Ten rok jest rokiem dyscypliny, systematycznosci i malych kroczkow - rozciagania siebie w nowych kierunkach. Jest tez rokiem ciszy - po raz pierwszy w moim zyciu jestem tak skupiona na sobie. Nie jest moim zamiarem pozostac w tym miejscu - jestem pewna ze wroce do swojej aktywnosci spolecznej, ale wroce tam z wieksza efektywnoscia, dojrzalsza  i z  nowymi silami

Krotkie podsumowanie dnia:
Pamietalam o kartkach urodzinowych dla moich pracownikow. Interesujace ze jeden z nich obchodzi swoje urodziny w pierwszy dzien stycznia , a drugi w Boze Narodzenie. Pojdziemy tez na wspolny, grupowy lunch. (Wazne, a niekoniecznie pilne!)
Rano, mimo poteznego mrozu, wyszlam na intensywny marszobieg. Godzine dokonczylam cwiczeniami jogi z CD.
Podczas podrozy do pracy czytalam fragmenty z ksiazki Thomasa Mertona New Seeds of Contemplation . Ksiazke ta juz mam od dawien-dawna, bowiem jeszcze w Polsce czytalam tlumaczonia polskie Mertona - musze przyznac, ze po roku spedzonym z literatura na temat buddyzmu - Merton, przemawia do mnie zupelnie inaczej. Contemplacja z Bogiem w tle, jest zdecydowanie radosniejsza, niz buddyjskie oswiecenie w ktorym czlowiek zdany jest tylko na siebie.
 Posilki do pracy na jutro z duza iloscia warzyw zapakowane na jutro.


Wracajac do swojej mysli z wczoraj, kiedy tak dobrze rozejrzalam sie po swoim domu to mam:
  • duza ilosc pozaczynanych kosmetykow ( moje pragnienie bycia zadbanym)
  • kilka CD do cwiczen
  • duzo kartek i roznego-rodzaju papeterii
  • duzo roznych akcesorii do porzadkowania
  • zapchana zamrazarke 
Te rzeczy, ta materia kupowana czesto w nadmiarze to substytut przezyc i  wrazen. To moje pragnienia bycia zadbana (kosmetyki), wysportowana (CD), glebszych kontaktow z ludzmi, uporzdkowanego domu oraz domowej atmosfery z ciekawymi posilkami na stole. Ta materia to moje pragnienia, ktore zaczynaja sie w sklepie, i tam tez czesto sie koncze. Moj dom nie jest przepelniony, ale wciaz jeszcze jest w nim materia, ktora nijak mi sluzy, natomiast zabiera czas i miejsce. Postaram sie przez ten rok nie kupowac nic z rzeczy powyzej wymienionych , i codziennie robic uzytek z tych co juz mam w domu. Chcialabym dojsc do stanu, gdzie jestem posiadaczka tylko rzeczy niezbednych i pieknych.





1 komentarz:

  1. Dawno nie czytałam Thomasa Mertona...mam ochotę do niego wrócić i znowu wgłębić się w jego książki...

    OdpowiedzUsuń