wtorek, 17 stycznia 2012

Dzien 17

Tak , to prawda. Z godziny na godzine w pracy stawalam sie coraz bardziej spiaca i zmeczona - w pewnym wieku w wieczor poprzedzajacy prace, nie powinno sie imprezowac. Do tego doszedl na rowno padajacy dzis deszczl, ktory u mnie powoduje bol glowy. Wiec krociutko dzisij, bo co najlepsze dla siebie dzis moge zrobic, to szybko przebrac sie w pizame, i zasnac.

Pare spostrzezen z dzisjeszego dnia - bylam dzisiaj na zajeciach Toastmasters. Jak zwykle bylo fantastycznie. Jedna ze starszych kolezanek, ktora niedawno przeszla na emeryture - urocza i charyzmatyczna kobieta - wyglosila przemowienie na temat "Sztuki bycia na emeryturze" O moj Boze!!! Opowiadala jak w pierwszym tygodniu swojej emerytury pojechala na Jamajke, i tam miala profesjonalna sesje fotograficzna. Strasza, przepiekna, nieco korpuletna Murzynka, stwierdzila ze po 45 latach pracy, i ona moze miec "Byonce Moment" i opowiadala jak to zalozyla piekny, jedoczesciowy kostium kapielowy, owinela sie powiewnym szale i zaczela pozowac. Pokazywala jakie to pozy przybierala, czekajac na zachod slonca, i wspomagajac sie Coca-Cola z rumem. Co za urok, co za wdziek - bylam zachwycona!!! Rozbawila nas do lez. Wkrotce jednak przeszla do tematow powazniejszych, i opowiadala jak wiele czasu na emeryturze planuje spedzic jako woluntariusz, "to pay back". To takie popularne tutaj nastawienie - oddac to co sie dostalo od innych ludzi, splacic dlug wdziecznosci za dobre zycie.

Tamara jest inspirujaca - przyslala mi kiedys link do swojego bloga, musze go tutaj zalinkowac. Ja tez mialam krociutka "in promptu" mowe, - poszlo mi dobrze. Po zajeciach podszedl do mnie moj mentor i powiedzial ze widzi niesamowita roznice (inna Marta!- tak sie wyrazil) - cieszy mnie niezmiernie, ze to co dzieje sie w moim wnetrzu widac troche na zewnatrz. Jestem bardzo jednak swiadoma, zeby nie czerpac poczucia wartosci ( i nie-wartosci) z zewnatrz (a mam z tym problem, bo krytyki potrafily mnie zawsze bardzo poruszyc)  ale musze przyznac ze to stwierdzenie Chrisa mnie ucieszylo. I tak troche o tym myslalam, i sie zastanawiam, dlaczego przez dwa lata nie korzystalam z Chrisa pomocy ( to starszy, bardzo doswiadczony mowca). Dlaczego??? Bo mnie jest strasznie trudno przyznac sie ze pomocy potrzebuje - gdzies mam tam w srodku zakodowane, ze albo biale, albo czarne- albo wiem wszystko - albo jestem niewykfalifikowana. Wstydze sie prosic o pomoc, krepuje sie prosic o pomoc, ciezko mi sie przyznac ze czegos nie wiem, i nie rozumie.
A wiec pole do rozwoju: wiecej pracowac z Chrisem. Juz sie zglosilam na przemowienie za dwa tygodnie, po tych naszych zajeciach poprosze go o opinie. Zapytam o nastepne przemowienie. Moze czas aby tez sie troszke uaktywnic w tej organizacji - isc na szkolenia - musze sie tym zaintersowac. Drugie zadanie - znalezc sobie innych mentorow - w pracy, w zyciu duchowym.

Poniewaz bylam dzis tak zmeczona, na nasze grupowe spotkanie poszlam slabo przygotowana - chociaz mialam plan , ktory napisalam zaraz po spotkaniu w zeszlym tygodniu (dzialanosc w obszarze rzeczy waznych i niepilnych zaoowocowala!). I siedzialam na tym spotkaniu troche jak ten zombi - nie mialam sily mowic, sluchalam, robilam notatki, cos tam zartowalam. I bylo to jedne z najlepszych spotkan - na luzie, dowcipne, mile...Moze jednak powinnam imprezowac przed tymi spotkaniami? Nie, musze sie jeszcze wiecej zrelaksowac, wyciszyc i wiecej sluchac. Zlapalam moment uwaznosci w czasie spotkania - troske moich kolegow  o pewien trudny program, ich zaanagzowanie, chec spedzenia czasu aby naprawic blad, ktory zostal wprowadzony przez inna grupe. Stanelam troche myslami z boku, nie wtracalam sie , kiedy oni debatowali nad problemem. Nie potrzebowali mnie. Musze zdecydowanie wiecej czasu stac z boku, dac im wolne pole do kreatywnosci, szukania rozwiazan. Zazwyczaj sa to lepsze rozwiazania, niz te ktora ja bym zasugerowala. Musze o tym pamietac. I teraz mi troche przykro ze odbeda sie te przegrupowania. Moze poprosze abysmy dalej raz w tygodniu mogli sie w tym samym skladzie spotykac i wspolnie planowac, niezaleznie od tego kto w jakim programie pracuje.

Tamara dzis w czasie swojego przemowienia zacytowala Eleanor Roosvelt:
“No one can make you feel inferior without your consent.” ( nie nie moze wywolac u ciebie poczucia nizszosci bez twojej zgody)
Eleanor Roosevelt, This is My Story
“You gain strength, courage and confidence by every experience in which you really stop to look fear in the face. You are able to say to yourself, 'I have lived through this horror. I can take the next thing that comes along.' You must do the thing you think you cannot do.”  ( Sile , odwage i pewnosc siebie zdobywa sie przez doswiadczenia, w ktorych czlowiek staj oko w oko ze swoim lekiem. I kiedy przejdzie sie przez to trudne doswiadczenie, mozna powiedziec do siebie - przezylam, jestem gotowa na kolejny krok. W zyciu trzeba robic rzeczy, ktore wydaja sie byc niemozliwe do zrobienia".
Eleanor Roosevelt, You Learn by Living

“Do one thing everyday that scares you.”
Eleanor Roosevelt
Zrob kazdego dnia chociaz jedna rzecz ktora cie przeraza. Hmmm...moze ie kazdego, ale bede pamietac o uwaznosci staniecia oko w oko ze swoimi lekami kiedy natrafi sie okazja, Czasem wystarczyc po prostu stanac oko w oko , nic nie robic, i to juz jest wielkie zwyciestwo. Bo najwiekszym osiagnieciem jest spotkac ten lek w sobie.

 I to jest krotka notka? A dzien dopiero 17. Co bedzie w dniu 200?


2 komentarze:

  1. "Zrob kazdego dnia chociaz jedna rzecz ktora cie przeraza."....to bardzo trudne dla mnie...ale jakiś mały kroczek może mi się uda zrobić aby mieć kieszonkę zadowolenia...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak mysle Amfilado, ze to moga byc male rzeczy, Np. dla mnie jazda po ciemku mnie troche przeraza, bo jestem slbym kierowca, Dzis sie odwazylam...

    OdpowiedzUsuń