piątek, 10 lutego 2012

Dzien 42

Zebralam sie jakos w sobie.

G. jest na urlopie i poprosilam go aby poczytal cos na temat kobiecych suplementow, i moj naukowy maz podszedl do zadania powaznie. Po przyjsciu do domu czekala na mnie butla z wapnem z witamina D, oraz inne oleje. zazylam. Zobaczymy czy mi troszke ulzy.

Od wielu lat wyjezdzamy z Benem w dzikie gory podczas jego przerwy wiosennej. Zaczelismy ta tradycje jak Ben zaczal wchodzic w okres dojrzewania. Jechalismy do West Virginii, spedzalismy cale dni w gorach, czasem nie spotykajac zywej duszy tych przepieknych dzikich szlakach. W tym roku jego przerwa wiosenna jest w tym samym tygodniu co moja konferencja ( na ktorej pracuje) w San Diego. Zapytalam czy chcialby pojechac ze mna. CHCIAL!!! CHCIAL!!! CHCIAL!!! ( A rzadko juz chce spedzac ze mna czas - czasy wycieczek rowerow, wspolnego plywania, rannego sniadania poza domu z cyklu mother-son morning to juz historia!). Kupilam juz mu bilet, i wyruszamy 19 marca. Bedziemy miec cztery dni wspolnej wloczegi, potem ja bede pracowac a Ben bedzie zwiedzac San Diego. Bedzie to pierwsza wyprawa Ben na zachod USA. Tak sie ciesze!

Od wielu lat czytam ten blog. Autorka tego blogu jest kilka lat starsza ode mnie, i jest przykladem dla mnie jak w kazdym wieku mozna wzrastac emocjonalnie, poglebiac swoje zaintersowania i probowac nowych wyznan. Bardzo podoba mi sie ten pomysl "self-care diary" - pamietnika opieki nad soba. Przez wiele lat bylam w centrum problemow innych ludzi, uciekajac od swoich. Przyciagalam jak magnez toksycznych ludzi - kto wie, moze nawet ich szukalam. Pomulutku to sie zmienia...

Jutro odwiedzaja mnie trzy kolezanki na tzw. English Tea. Mam zamiar zrobic pare polskich kanapek, ktorych tutaj nie robilam od wiekow. Musze pamietac aby zrobic zdjecie.

Gdyby nie ten blog, moja noworoczna energia juz by zanikala. Jaki to byl dobry pomysl!

1 komentarz: