sobota, 31 marca 2012

Dzien 91

 My soul guides me in the right direction.

Your soul- that inner quiet space- is yours to consult. It will always guide you in the right direction.

 Dr. Wayne Dyer

 

 

 

Moja dusza jest moim przewodnikiem.

Moja dusza - to miejsce mojej wewnetrznej ciszy, mojego spokoju, mojej intuicji, to szczegolne miejsce we mnie   - jesli dbam o to miejsce to czuje sie  zakotwiczona. Jest duze prawdopodobienstwo ze z  tego miejsca bede  podazam we wlasciwym kierunku.

Jaki dobry byl to pomysl, aby przed tak intensywna praca zapewnic sobie te cztery dni ciszy. Mysle ze nie tylko ja na tym skorzystalam, ale wszyscy ktorzy mieli okazje ze mna przebywac na tej konferencji. Pewna sytuacja dotknela mnie calkiem globoko...

Otoz:

Szesc miesiecy temu, kiedy komisja ktora prowadze spotkala sie w Kolorado, dowiadzialam sie ze jeden z czlonkow tej komisji zachorowal na bardzo agresywna forme bialaczki. Kupilam piekna kartke, na ktorej wszyscy napisalismy zyczenia. Nie wiem dlaczego, ale rzadko pamietam o kratkach, pisze malo listow. Kiedy dowiedzialam sie o chorobie Kirka  poczul;am sie bardzo bezradna.  Poza wybraniem najpiekniejsza kartki, i zorganizowaniu podpisow od calej grupy, nic wiecej nie moglam dla niego zrobic. . Kirk walczyl dzielnie z choroba - chemoterapia rujnowala jego organizm, ale wyniki sie  poprawialy. Wyslalam do Kirka kolejna kartke, kiedy dowidzialam sie, ze najwiekszy kryzys zostal pokonany. 

Kirk przyjechal do spotkanie do San Diego - chudszy, bez wlosow, wciaz jeszcze slaby, ale rak zostal pokonany. Ze lzami w oczach dziekowal za nasze kartki. Powiedzial ze przyszly dokladnie wtedy, kiedy potrzebowal znaku, kiedy zupelnie nie mial juz sily walczyc.

Pewno pomyslalam o tych kartkach w tamtym okresie bo bylam lepiej zakotwiczona, bardziej otwarta, uslaszam glos swojej duszy.  I kiedy Kirk dziekowal nam lamiacym glosem, pospiesznie ocierajaz lzy z policzkow, obiecalam sobie ze jesli na kiedys swojej drodze spotkam kogos potrzebujacego, juz nigdy nie zlekcewaze tego impulsu duszy. Zatrzymam sie i zastanowie sie co moge zrobic. Juz nigdy nie usprawiedliwie swojej obojetnosci tym ze sa organizacje ktore moga wiecej, ze moja glupia kartka, moja mala donacja, moj maly gest, nie uzdrowi, nie zmieni, nie poprawi....Tego nigdy nie wiemy...Te sytuacje ktore stawiaja nas w obliczu wyboru- albo zamknac swoje serce ( najczesciej pod wplywem leku albo bezradnosci), albo je szerzej otworzyc, nawet jesli wyprowadzi nas ze strefy komfortu - to sytuacje, ktore katalizuja nasz wzrost i rozwoj.

Dlatego gdy moja bliska i wyjatkowa kolezanka z Kanady rozpoczela akcje pomocy dla Elizy - dziewczynki ciezko chorej, ktora potrzebuje bardzo drogiego lekarstwa,  nierefundowanego przez polskie ubezpieczenie, postanowilam zrobic co moge. Niewiele, ale postanowilam dorzucic swoja mala cegielke i wlaczyc sie w akcje dla Elizy organizowanej na Allegro. Wyslalysmy z USA juz jedna paczka. W Polsce ktos zajmie sie licytacja tych rzeczy, Ktos inny walczy o zmiane przepisow. Trwa akcja szycia lalek, ktore potem sa sprzedawane. Poprzez wlaczenie sie w ta akcje mialam szanse poznac przemilych ludzi o wielkim sercu. Jak to zwykle bywa, otwierac swoje serce, dostajemy tak wiele w zamian. Gdyby ktos z USA mial u siebie rzeczy , ktore chcialby podarowac na licytacje ( poprzez polski portal Allegro) dla Elizy, to ja chetnie przyjme, zapakuje i wysle do organizatorow. Tutaj wiecej informacji o Elizce:

http://elizabanicka.pl/

 

 411

Wdziecznosc: 

  • Za zdrowie w rodzinie, i za to ze nigdy nie musialam byc w sytuacji ze nie mialam pienidzy na lek dla mojego dziecka

  • Za wspanialy kontakt ze swoim synem. Mialam okazje poznac go nieco lepiej podczas tych naszych wspolnych wedrowek i stwierdzam ze bardzo libie tego mlodego i inteligentnego czlowieka.

  • Za zdecydowanie lepsza komunikacje w moim malzenstwie. Ostatnie, troche emocjonalne rozmowy zaczynaja przynosic owoce.

  • Za technologie, ktora umozliwia mi kontakt z najblizszymi za oceanem. 

    Skonczony Projekt

    • Cala rodzina spedzilismy dwie godziny w naszym ogrodzie - sadzac, grabiac, podcinaja krzewy, i jest pieknie! Wszystko zaczyna kwitnac jak oszalale, musze zrobic pare zdjec bo wiosna tutaj jest absolutnie fantastyczna. 

    Nadpilowana Bariera

    •  Wrocilam do blogowania!


4 komentarze:

  1. Bardzo cieszę się,że już jesteś.Energia tryska z każdego Twojego słowa.Jednak warto czasami przystanąć i "naostrzyć swoją piłę".Potem życie nabiera innego koloru.No i jak zwykle Ty - nigdy nie zapominasz o innych.Fajnie,że jesteś, że los gdzieś tam postawił Cię(wirtualnie, bo wirtualnie)na mojej drodze.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez sie bardzo ciesze zesmy sie odnalzaly, Jak tylko bedziesz gotowa i zaczniesz pisac swojego bloga to zaraz cie tutaj zalinkuje:)Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam i wielkie dzieki za dobre slowo.

      Usuń
  2. Piękna historia z kartkami i chwytające za serce przemyślenia. Ja też serdecznie Cię pozdrawiam. BBM

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo Ci dziekuje za dobre slowo:)

    OdpowiedzUsuń