niedziela, 17 lutego 2013

No i ten biedny moj blog zarosl pajeczynami, i pustkami,  bo wlascicielka blogu zajeta zyciem bardzo. Tak juz pajeczynami obrosl, ze zapomnialam jak sie na niego zalogowac

Tak to jest - kiedy otworzymy sie na zycie - wpycha sie nam to zycie drzwiami i oknami, ze czasu w ogole na refleksje zadna nie ma. A to wcale dobre nie jest, wiec przywoluje siebie do porzadku, aby jednak ten czas znalezc. Specjalnie w okresie Wielkiego Postu, ktory to Episcopalianie sumiennie obchodza - moze mnie cierpietniczo niz pamietam to ze swojego dziecinstwa, ale jest to tez czas refleksji, czas aby cos tam w sobie przepracowac,  podpolerowac zasniedziale zakatki naszego serca....

Bo ja jak ta zdarta plyta....O ducha i emocje trzeba dbac, i znalezc na to czas... Samo sie to nie zrobi...

No wiec co robilam jak mnie tutaj taaaaak dlugo nie bylo:

1. Biegalam. 

Polknelam haczyk. Od wielu lat z wielka zazdroscia patrzylam na te rzesze Amerykanow ktorzy o kazdej pore dnia i w kazdym miejscu miasta biegaja. Zazdrosc to uczucie wysoce niekonstruktywne. Wytrenowalam juz tak swoje myslenie, ze jesli pika mnie jakas zazdrosc, to natychmiast trzeba ja przydybac, przemyslec i zamienic w inspiracje. Od zazdrosci do zawisci to juz krotka droga....Zawisc jest potwornie destrukcyjnym uczucciem - wynika z mentalnosci ubostwa, z zalozenia ze jest za malo, i trzeba pilnowac swojego i jak sie da to brac....Mentalnosc obfitosci zaklada ze jak sie czlowiek otworzy, da, podzieli to wraca, wraca. I z mojego doswiadczenia wynika ze wraca, i to w sposob niespodziewany i zaskakujacy...

I tak troche jednak zazdroscilam moim kolezankom  ze biegaja maratony ( a to w dodatku to takie  kobiety sa takie ze inspiruja mnie tez  bardzo w innych dziedzinach), i zaczelam je prosic o wsparcie. Wsparcie przyszlo natychmiast - w postaci informacji, pozytywnych wiadomosci - i, hola, hola - moje 48 urodziny bede obchodzila biegiem na piec kilometrow. Poczatki nie sa latwe - ale po 8 tygodniach, zaczynam czuc nalog.... Bieganie na kolana nie jest bardzo zdrowe, wiec do maratonow sie szykowac nie bede, ale mam zamiar wprowadzic plywanie, i rower, i moze mi sie uda pokonac maly triathlon. Ha, atletka sie ze mnie na stare lata robi. To bieganie to dobre tez na ducha, bo ja biegam w pieknej przyrodzie...
( WDZIECZNOSC!!!!!za to ze mam tutaj tyle ladnych parkow),

2. Porzadkowalam

Wciaz usuwam, usuwam i jeszcze raz usuwam z mojego zycia i otoczenia wszystko co mi zawadza. Ostatnio zmagam sie z nawalem balaganu elektronicznego. To jest plaga nie do opanowania dla mnie - mnoza sie wiadomosci emailowe, kupony, grupony, newslettery - wypisuje sie jak moge, ale zaraza nie odchodzi, wraca....Na szczescie,  mniej to szkodliwe dla srodowiska niz papierowa korespondencja...Pamietam jeszcze te czasy tutaj w USA ( moj Boze , ja juz zaczynam mowic jak rodowita Amerykanka), ze nie moglismy sobie poradzic z straszliwa iloscia reklam papierowych - sterty, sterty papierow. Zdecydowanie mniej reklam papierowych teraz przychodzi...ale to co sie dzieje w moim inboxie emailowym to wola o pomste do nieba....

3. Gotowalam

Nie -bycie na diecie okazuje sie calkiem skomplikowanym projektem, poniewaz ja nie umie jesc normalnie.   Cale moje zycie spedzalam na odchudzaniu sie wiec trudno sie dziwic ze moja relacja z jedzeniem okazuje sie byc co-najmniej skomplikowana. Zlapalam sie nad tym ze ja nie umie jesc normalnych posilkow, ze czuje sie fatalnie z pelnym zoladkiem - bo ja wlasciwie caly czas cos skubalam ( w dodatku w ukryciu, chyba takze przed soba).. Mody dietowe zmieniaja sie jak w kalejdoskopie, ja na zadnej z nich nie osiagnelam jakis spektakularnych sukcesow, i w koncu nie wiem jak normalny czlowiek powinine sie odzywiac... Wiem ze cukier jest potwornie niezdrowy,  przetworzone weglowodany tez - wiec to wywalilam z mojego jadlospisu. Wiem ze warzywa sa zdrowe, wiec to jest baza moich posilkow. Wyjelam wage, miarki, ustalilam godziny posilkow, i jem te posilki. Ku-radosci rodziny testuje nowe przepisy ( bo czlowiek nie na diecie je wszystko!) i np. dzios zrobilam cos bardzo pysznego - zamiast kurczaka uzylam  tofu w tym przepisie
http://www.cooks.com/rec/view/0,1739,155185-238199,00.html

I wyszla jedna wiella pycha.....

No ale mamy Wielki Post i trzeba by sie troche zajac duchem, bo on  zaczyna w tej mojej aktywnosci fizycznej dopominac sie od uwage. A co by bylo jakbym tak w tym okresie Wielkiego Postu wrocila troche do swoich korzeni religijnych   i sprobowala tego

FAST, PRAY and GIVE ( post, modlitwa i dawanie).?

 Portal jak dla mnie wyglada fatalnie - ale w zeszlym roku widzialam jak moja kolezanka blogowa praktywala te 40 dni, i poczulam sie zainspirowana...Jesli cos bedzie mi zgrzytalo w tym kalendarzu (pamietajmu ze episkopalianie sa chyba najbardziej liberalnym odlamem chrzescijanstwa) to sobie zamienie...



.











3 komentarze: