piątek, 1 marca 2013


The hope is that by spreading the cheer others will catch the pay-it-forward fever. — CNN reporter
Nadzieja jest to ze poprzez nasza radosc, nasze pomocne i pomocne reakcje , inni zlapia ta goraczke radosci zycia bardziej otwartego na innych ludzi.


No dobra bardzo, bardzo sparafrazowalam ten cytat. Dodalam do niego. Ale powiedzialam na poczatku tej serii ze daje sobie prawo aby ten kalendarz byl dla mnie tylko inspiracje do refleksji w tym tradycyjnym chrzescijanski okresie skupienia i ciszy. Warto bylo siegnac do tradycji (mnie trudno, bo ja z tych progresywnych i liberalnych ludzi jestem. Nauka wskazuje na to ze my  jestesmy genetycznie predysponowani do liberalnych lub tez konserwatywnych przekonan.) bo juz widze jak mi lepiej z tymi codziennymi porannymi rozwazaniami.


No ale nie o tym tutaj chcialam. O tej codziennosci chcialam. O tym ze warto wlozyc troche dyscypliny w nasze codzienne relacje z ludzmi. Nawet tymi co nas doprowadzaja do szewskiej pasji.
Ja przede wszystkim staram sie co najmniej wysluchac do konca. Wymagalo to troche cwiczen z mojej strony, ale np. bardzo staram sie nie przerywac jak ktos mowi. Bo kiedys bylam chroniczna przerywaczka. Bo w moim przekonaniu liczyla sie tylko moja racja. Ja i ja. No i co O MNIE ludzie pomysla. No nie az tak otwarcie, ale moja sila napedowa bylo moje male poczucie wartosci.

Wysluchanie drugiego czlowieka z uwaga  to w duzej mierze szacunek do siebie, ze do relacji z drugim czlowiekiem wchodze z uczciwoscia. Ze nie chce manipulowac sytuacji.  Ta otwartosc i uczciwosc w zyciu bardzo mi sluzy. Mam wrazenie ze ludzie maja wbudowane barometry ( nawet jesli one sa nieswiadome) na takie wlasnie uczciwosci. Autentycznosci. Codzienne uczciwosci.

Czesto slysze od moich polskich znajomych ze Amerykanie sa plytcy. Bo zawsze zeby szczerza, bo zawzze wszystko jest OK, ze standartowa odpowiedz to mam sie swietnie, bo kazdy sobie rzepke skrobie, i ze ludzie nie maja ze soba prawdziwych i glebokich relacji.

Ale tutaj zaryzykuje stwierdzenie przetestowane na sobie. Masz taki swiat w jakim chcesz zyc. Na poczatku mojej emigracji bylam przekonana ze faktycznie tak jest z tymi Amerykanami. Ze strasznie plytcy. Tylko I am doing fine. OK. Great, Super.

No przeciez wiadomo ze swiat taki nie jest OK, Great, Super. Swiat taki nie jest. Swiat jest bardzo skomplikowany. Skomplikowany ponad nasze rozumienie.  I wiele Amerykanow dobrze wie o tym. (Czesc Amerykanow niestety o niczym nie wie, zwlaszcza niestety w srodkowych czesciach tego kontynentu, i to jest smutne.)

Ale tez zdalam sobie sprawe, ze Amerykanie tak reaguja bo w ogole malo narzekaja a juz w obliczu problemu natychmiast wlacza im sie zadaniowosc. Solidarna, systematyczna i systemowa.  Zakladaja fundacje i organiozacje. Trenuja woluntariuszy ( Przyklad takiej organizaji ktora mobilizuje ludzi do aktywizmu jest tutaj.)

(I wiem ze dysfunkcjonalna polityka waszyngtonska jest zaprzeczeniem tego, i cos chyba strasznego bedzie musialo sie stac aby te wszystkie finansowe lobby, ktore pociagaj sznurkami politykow zostaly ukrocone. Ale to sa inne buty. Napedzane chciwoscia. Bardzo wielkie i niedostepne buty jak te . W ktorych przecietny czlowiek nie chodzi).

Te  amerykanskie buty codzienne sa jednak takie, ze w obliczu problemu lub tragedii ludziska sie gromadza razem i dziajaja. Bo tutaj juz w szkolach ucza dzieci zaangazowania, pracy spolecznej w bardzo ciekawy sposob. Kazdy licealista musi przepracowac 60 godzin spolecznie, ale jak to zrobi, i gdzie to zrobi to juz zalezy od niego. Bo tutaj sie zaklada uczciwosc, nie tak jak na moich praktykach studenckich,  ze sie czlowiek pokrecil po zakladzie ze dwie godziny, pousmiechal i mu podbili caly dzien. Tolerancje dla takich wlasnie nieuczciwosci musialam w sobie ukrocic. Bo mi te male i pospolite nieuczciwosci codzienne odbieraly moj wlasny szacumek do siebie.To byl jeden z krokow  na drodze odzyskiwania poczucia wartosci..

Rozchodzi mi sie ta notka strasznie we wszystkie strony, za nic moge jej utrzymac w dyscyplinie, bo cos zmeczona i spiaca jestem, ale wzielam dzien wolnego bo jutro pracuje i robotyzm juz zaczyna czyhac na mnie. Zrodla tego robotycznego pracoholizmu tez musialam rozpoznac. Dlaczego praca jest wazniejsza od mojego zdrowia?

Co chce tutaj powiedziec to to, ze tak naprawde mamy wokol siebie swiat taki jacy sami kreujemy. Nie wiem jak to dziala, ale tysiac razy mi sie sprawdzilo ze moja agresja wyzwala agresje u drugich, moj spokoj, moja radosc, moje zaangazowanie, moja uczciwosc katalizuje te wartosci u innych. Chociaz ostatnio, probowalam sie na to powolac na jakims polskim forum i dostalo mi sie ze jestem naiwna. Naiwna bo w wartosci wierze. Moze i naiwna. Kiedys bylam mniej naiwna. Mniej idealistyczna. Bezsilna i cyniczna. I taki mialam swiat wokol siebie. Nie bylo mi z tym dobrze. Malo sie w tym smiecie smialam, chodzilam wkurzona i wszyscy byli odpowiedzialni ze mnie zle jest, tylko nie ja. Klasyczna ofiara losu.

 W moim obecnym naiwnym swiecie duzo ludzi podobnych do mnie. I juz tak zostanmy przy tej naiwnosci i w tej  wierze w te male okruszki dobroci i uczciwosci. Bo moje buty sa tylko takie . Ale jak czlowiek o tych butach pomysli z wdziecznoscia i sie glebiej zastanowi to nie sa wcale takie zle buty. Dla wielu ludzi niedostepne, jakby np. pomyslec o ludziach mieszkajacych obecnie w Syrii lub w Afganistanie. Wiec te buty sa moja odpowiedzialnoscia.

 Nawet ten blog jest na to dowodem mojego swiata.. Malo komentarzy tutaj, i wcale sie ich wielu nie spodziewam, bo ja tez malo kometarzy pisze ( czas, czas!!!!) ale kazdy komentarz ( oprocz spamerskich) dobry, pozytywny wnoszacy cos  wartosciowego  w moje zycie. Sila katalizy!



FAST from drawing attention to your good works. (And don’t forget, no eating meat today!)
POST: od zwracania uwagi na swoje dobre uczynki. OK. OK.OK. Chcialam na tym kiedysnad tym bardziej popracowac. Zeby dobra, autentyczna konstruktywna, pomocna reakcja w kazdej sytuacji weszla mi w krew. Zeby stala sie bardziej automatyczna.A ten temat miesa juz rozwinelismy. I tak go malo jem z powodow wczesniej omowionych :)

PRAY for a greater gift of humility.
 MODLITWA: o umiejetnosc pokory. OK Ale nie takiej, zakompleksionej skromnosci co to trzyma nas w kacie zycia i cala odwage zabiera. To nie pokora. Pokora to wiara ze ja wraz z innymi ludzmi mimo wszystko moge duzo. I ze jak bardzo w cos wierze to nawet troche z motyka na slonce moge. Bo wierze w ludzi obok mnie, ze oni tez  z tymi motykami. I ze mi pomoga, i poniewaz we mnie zdrowa pokora, to jak nie bede wiedziec to zapytam, i jak bede potrzebowala pomocy to o nia poprosze.Pokora to swiadomosc ze ja nie jestem samowystarczalna.


GIVE by doing three good deeds secretly today.
DAJ:  Spelnij jakies trzy dobre uczynki dzisiaj , ale tak aby nikt o nich nie wiedzial. Fajne i smieszne. Zrobie to.

8 komentarzy:

  1. Zwyczajem greckim...dobrego miesiaca zycze:)
    W dawnej Tobie widze,siebie ...staram sie z tym walczyc chociaz jeszcze dluga droga przede mna,ale mysle,ze warto i trzeba.Czasami jest tak ,ze gubimy swoje JA gdzies tam po drodze,zapominamy o sobie,wkurzamy sie,nie usmiechamy sie ,myslimy,ze wszytko co zle to przez kogos i narzekamy,narzekamy...
    Wystarczy inne spojrzenie ,inne podejscie i wszystko sie zmienia a tak naprawde tylko my sie zmienilismy a wszystko jest takie same...
    pozdrawiam G.

    OdpowiedzUsuń
  2. Amen!
    I fajny ten zwyczaj, Tym bardziej ze to moj miesiac urodzinowy:)
    Dzieki wielkie! I Tobie tez!

    OdpowiedzUsuń
  3. Martuś. Kocham Twoje wpisy. Ustawiają mnie do pionu. Uzależniłam sie od nich chyba :-) Pisz, pisz, pisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Olus. Rozkrecilam sie troche. Scioskam Cie bardzo mocno. Lece zaraz do pracy:)

      Usuń
  4. O mamy cos wspolnego....ten sam miesiac urodzin:)

    G.

    OdpowiedzUsuń
  5. No to dobrego urodzinowo! :) Podoba mi się Twoja definicja pokory- bardzo trafna! BBM

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieki!! To dopiero za dwa tygodnie, ale moje urodziny to tez taki koniec zimy, a juz czas na to:)

    OdpowiedzUsuń