niedziela, 1 września 2013

Marzenia

i kilka decyzji ktore podjelam wskutek przemyslen i bardzo ciekawych kilku ksiazek, ktore przeczytalam.tego lata....

Musze odnalezec w sobie nowe marzenia. 

To byla jedna z decyzji, ktora podjelam kilka miesiecy temu ale ruszyc z miejsca nie moglam... I tak. I siak. Nie wiedzielam nic o tych marzeniach. Bo ja realista dzialacz jestem, a nie marzyciel.... Jak widac jednak z ostatniego wpisu przedobrzylam z tym dzialaniem i prawie sie od niego uzaleznilam,

No,  ale tez nie ma sie co za bardzo ludzic , ze kiedy mamy male dzieci (albo nastoletnie-dzieci ) ze jest w tym zyciu duzo czasu na osobiste marzenia. Rodzicielstwo jest chyba najlepsza szkola buddyzmu, ktory postrzega zycie jako proces nieustajacych zmian. (Pema Chodron charakteryzje ten stan jako "thrown out of the nest” - stan codziennego tracenia gruntu pod nogami. ) Z perspektywy czasu widze ze to wspanialy okres, ale czasu na osobiste marzenia w nim niewiele, przynajmniej ja mialam go bardzo malo. Okres rodzicielstwa to okres olbrzymiego dawania, otwierania sie ...To  solidny osobisty rozwoj - uczy cierpliwosci, uczciwosci, odpowiedzialnosci, zmusza nas do przyjrzenia sie swoim przekonaniom, czy aby sluszne i dobre dla naszych dzieci.... I ciesze sie bardzo ze zainwestowalam tyle czasu w bycie najlepsza matka jaka umialam byc...Zawsze wiedzialam ze na ten projekt mam tylko jedna, jedyna szanse...Ze powtorka nie bedzie mozliwa...I ze mam na to mniej wiecej  13 lat.  Byl to okres wypelniony wielka radoscia i sensem w moim zyciu.

Teraz wchodze w kolejny etap, czas na nowe marzenia. Z okresu w ktorym bylam potwornie zajeta, weszlam w okres w ktorym w rodzinie nikt ode mnie wiele nie chce... Obydwaj moi mezczyzni obsluguja sie sami (viva kobieta pracujaca!), piora, gotuja, sprzataja (no ja tez pomagam zeby nie bylo ze leze i pachne) wiec ja moge sie teraz wiecej zajac sie soba. Przejscie pomiedzy tymi etapami nie jest latwe.  czasem czuje sie troche jak pies zwolniony z lancucha obowiazkow. No, i jak z tymi biednymi psami bywa, mimo ze lancucha nie ma, klatka otwarta - to one stoja w otwartych drzwiach troche obezwladnione tym uczuciem wolnosci i pojecia nie maja co robic.  Tak, tak , ta wolnosc nie jest taka latwa sprawa.

Musze sie przyznac ze zajelo mi  dobre dwa lata aby odzyskac jaki-taki grunt pod nogami ( tak , ja potrzebuje tego gruntu i po spedzeniu ponad dwoch lat z bardziej ezoterycznymi praktykami duchowymi z radoscia wrocilam do bardziej zorganizowanej religii i coraz czesciej uczestnicze we wspólnych praktykach, rytuałach i dzialnosci mojego lokalnego kosciola episkopalnego. Ciesze sie bardzo ze ta otwarta, progresywna, lagodna i piekna denominacja czerpiaca z wielu tradycji chrzescijankich i z obrzedowoscia tak bliska nam Polakom,  powstaje w moim rodzinnym miescie .(Smieje sie ze tak powstaje ona dla mnie jak wroce do Polski, aby z tym moim 20-letnim doswiadczeniem w zyciu lokalnej parafii, moc sie zaangazowac w ten nowo-powstajacy kosciol, ktory jest jednym z najbardziej popularnych kosciolow w USA).

  No dobra - jakie mam marzenia - zadziwiajaco nie sa one jakies wymyslne, wlasciwie nie sa to marzenia, bardziej cele, bo wiaza sie z moim talentami i zdolonosciami o ktorych wiem, ale tez z tymi, ktore czuje, ze chcialabym  rozwijac. Kazdy z  nas ma takie miejsce "swiete" w sobie - w naszym jezyku nazwane jest ono dusza, miejsce w ktorym czaja sie te pragnienia, ten nasz potencjal, miejsce to jest  ulotne, o ktore trzeba dbac chyba jeszcze bardziej niz o nasza inteligencje, czy tez emocje. Ale o tym kiedys indziej - tutaj tylko tyle, ze wlasnie z tego miejsca  marzenia sil nabieraja i  z marzen staja sie celami. Kiedy patrze w tyl na swoje zycie, jestem zdziwiona jak bardzo wiele tych moich marzen sie spelnilo, i jak wiele niesamowitych  "zbiegow okolicznosci"   (tylko ze ja  w zbiegi okolicznosci nie wierze, ale wierze w Sile  ktora wspiera nasze wysilki) ) zlozylo sie na to aby doprowadzic mnie do tego miejsca w ktorym jestem. Ale o tym tez kiedy indziej - wrocmy wreszcie  do tych marzen i celow. 

Moje zycie w USA okazalo sie wielka zyciowa szansa - tutaj zdobylam wyksztalcenie, tutaj nasze dzieci mialy dostep do doskonalych szkol,  a ja mam mozliwosc niezwykle satysfakcjonujcej  pracy z ludzmi ktorzy niezwykle mnie inspiruja,  w organizacji o duzych mozliwosciach do zrobienia czegos dobrego. (W najblizsza sobote okaze sie czy bede uczestniczyla w historycznym momencie rozwoju tej organizacji. Mam takie przeczucie ze tak, ale cicho- sza aby nie zapeszac! Tak czy inaczej napisze o tym, ale jesli ktos czyta moj blog prosze o kciuki. To moze byc bardzo pomocna rzecz dla wielu, wielu ludzi, a w sobote okaze sie czy po dwoch latach przygotowan dostaniemy pieniadze na bardzo duzy nowy program, ktory otworzy trzy stanowiska pracy.)

Jestem za to wszystko bardzo ale to  bardzo wdzieczna. Ale tez  jestem bardzo zdziwiona ze moje kolo pomalu sie zaczyna zamykac. Swoje kariere zawodowa zaczelam od uczenia innych. Wiele razy slyszalam ze mam do tego powolanie.  Od 13-roku dawalam korepetycje, potem uczylam w liceum - uwielbialam ta prace i mialam wrazenie ze bylam w tym dobra.  Teraz sobie zdaje sprawe ze o uczeniu tak naprawde nie mialam zielonego pojecia, ale staralam sie jak moglam i mialam wiele entuzjazmu do tego, a przede wszystkim wierzylam w swoich studentow. Teraz kiedy sama prowadze programy dla nauczycieli szkol srednich,   znam sie o wiele wiecej na  nowoczesnych metodach nauczania, wiem ze dzieci ucza sie ta roznie, i ze nie ma niezdolnych dzieci,  i kazde dziecko zasluguje na wysoka barierke, ale tez umiejetna pomoc . . Wiem ze dobry, wyksztalcony i doswiadczony  nauczyciel moze bardzo wplynac na mlodych ludzi...Spotykam wiele takich niesamowitych nauczycielek i nauczycieli.

 Jakim cudem wrocilam do tego miejsca w mojej pracy zawodowej to nie wiem. Kolejne furtki sie otwieraly, ja  w nie wchodzilam. Troche naokolo, poprzez doktorat, prace naukowa, aby z programow uniwersyteckich zejsc na poziom szkoly sredniej. Niby cofanie sie, dla mnie olbrzymi krok do przodu....No ale co dalej z moim zyciem? 

Po dlugim czasie spedzonym w ciszy na kamieniu nad ta moja rzeka dotarlam  do tego miejsca  w moim sercu, gdzie slysze  wyraznie ze  w tym kolejnym rozdziale zycia chce uczyc. Chce tez wrocic do Polski. Mimo ze mam tylu przyjaciol na tej polkuli, nigdy tak do konca nie stanelam na tym kontynencie dwoma nogami - caly czas zylam w jakims -takim okraku emigracyjnym. Nawet do pisania tego bloga wybralam jezyk polski, mimo ze teraz czasem musze korzystac ze slownika angielsko-polskiego. ( Smieszne, bo ta czesc slownika jest slabo uzywana, wyglada prawie jak nowa, natomiast czesc polsko-angielska nosi slady solidnej pracyu nad jezykiem w pierwszych latach naszego pobytu tutaj.)

No ale o tym rozkraku emigracyjnym.  Byl okres ze bardzo sie tego wstydzilam. Na polonijnych forach ( z zalem stwierdzam  ze z jakiegos powodu sa to najbardziej prostackie i niuprzejme miejsca) tacy ludzie jak ja nazywani sa nieudacznikami. Ja zdecydowanie nie czuje sie w mojej nowej ojczyznie wyobcowana, ale nigdy nie przestalam tesknic za bliskimi mi ludzmi, za "maloscia" i "bliskoscia" Europy. A wiec chce wrocic do Polski i chce tam uczyc - mniej wiecej za trzy-cztery  lata. W zwiazku z tym przez kolejne trzy lata musze zdobyc nowe kwalifikacje - chce zrobic  kurs uczenia jezyka angielskiego. Ten intensywny kurs trwa cztery tygodnie i kosztuje okolo $2,000. Kursy te sa w moim miescie. Juz znalazalam adres, zamowie sobie ksiazki - chce byc najlepszym nauczycielem jakim moge byc. Moge tez uczyc chemii lub zarzadzania, ale po angielsku....ale w przeszlosci najbardziej lubilam uczyc angielskiego.

Kurs jogi trwa 13 tygodni i wymaga 200 godzin zajec. Kandydaci zachecani sa do rocznej regularnej praktyki zanim zapisza sie na ten kurs.  Ja joga interesuje sie juz kilka lat - mysle ze dzieki jodze poradzilam sobie z moim zaburzeniem koncentracji - skupienie, medytacje, uwaznosc - to wszystko mozna w sobie rozwinac, to kwestia treningu.  Czyli plan na ten najblizszy rok, to bardzo regularne uczestnictwo w zajeciach jogi i  studia na wlasna reke.A roku 2014 zapisze sie na kurs. Juz znalazalm miejsce, wiem tez z jakim nauczycielem chce studiowac. 

 Sformulowanie tych marzen/celow,  wymagalo wielu samotnych godzin w ciszy, byly okresy ze czulam sie zdesperowana bo nie mialam pojecia co chce robic jak "bede dorosla" jak mawia moja 62-letnia przyjaciolka , ktora jest bardzo aktywna, ale wciaz ma nowe pomysly na zycie. Mimo ze przez dlugi czas bardzo sie szarpalam, zaufalam ludziom ktorzy przeszli ta droge przede mna i mowili mi ze wiekszosc odpowiedzi mamy w sobie, i ze trzeba zainwestowac czas i wysilek w znalezienie tych odpowiedzi...

I teraz czuje radosc i spokoj - teraz moge konsekwetnie podazac w kierunku tych marzen....Malymi kroczkami, wierzac ze tym razem nie bede czekac na twarcie tych kolejnych furtek, tylko sama bede je otwierac wiedzac w ktora strone chce isc...A madrzy ludzie mowia ze kied.y to sie wie, tak z glebi siebie, to droga prostsza jest.....




5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe plany!
    W Polsce szkół językowych jest coraz więcej. Można je spotkać nawet w niewielkich miasteczkach. To dla Ciebie i dobra wiadomość, i niekoniecznie dobra- zależy z której strony spojrzeć. Tak czy owak marzyć zawsze warto! :) BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :):):):) Ale mi ulzylo jak to napisalam. To jest ten problem z emigracja - ze czlowiek zyje troche w okraku:) Dzieki!

      Usuń
  2. A ja podziwiam,ze po tylu latach pragniesz wrocic....ja pomimo tego,ze bardzo chce wyjechac stad,nie wiem czy chcialabym wrocic akurat do Polski na stale...jestm tam co roku przez miesiac i jakos mnie az tak nie ciagnie.Inny kraj europejski jak najbardziej:)

    G.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty jestes w bardzo innej sytuacji bo masz male dzieci, i ja tez bardzo chcialam aby nasi chlopcy przeszli proces edukacji tutaj w USA. Moj syn lubi jezdzic do Polski ale chcialny np mieszkac w Holandii bo jest przyzwyczajony do takiej roznorodnosci etnicznej, tolerancji, otwartosci. Z USA jednak bardzo daleko jest do Europy. Ja mam rodzine mieszkajaca w roznychg krajach Europy i dla mnie odleglosc POlska - Luksemburg to zadna odleglosc, tylko niezmiernie mnie np dziwi ze to sa tak rozne swiaty:) Tyta np leci sie prawie piec godzin na druga strone USA i krajobrazy inne, ale w sumie tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno tu nie zagladalam! Widze ze te marzenia ciagle pukaja i pukaja .........Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w realizacji marzen! Ja tez spelniam swoje!

    OdpowiedzUsuń