niedziela, 7 czerwca 2015

Lato!

Zobaczymy jak mi pojdzie to kolejne postanowienie czestszego pisania tutaj. Jako ze wykluczam z mojego slownika osobistego wyrazenia  - "nie mam czasu", "jestem zajeta", "tyle sie dzieje" - nie napisze tego. Bo zorientowalam sie ze niestety lata operowania w chaosie, bez solidnego planowania, bez solidnego kontaktu ze soba wyrobily we mnie ten fatalny nawyk pospiechu, i sama czesto (swiadomie lub podswiadomie) dokladam paliwa do roznego rodzaju kryzysow, bowiem owe kryzysy dodaja mi energi do tych krotko-falowych sprintow w moim zyciu po ktorych czuje sie wykonczona i usprawiedliwiona aby osiasc na laurach i troche pouzalac sie nad soba. Kiedys tak  sobie usiadlysmy  (bo mamy teraz coraz lepszy kontakt osobisty -i tak usiadlysmy razem, te dwie Marty na zewnatrz i ta Marta w srodku - bo sobie tak dazymy do tego aby byla to ta sama solidna, jedna  zdrowa Marta -  to jest wlasnie ta spojnosc wewnetrzna, po angielsku zwana inegrity) przy szklance herbaty i tak uczciwie przyjrzalysmy sie tym wszystkim kryzysom. Niestety wiele z nich byla wytworzona sztucznie, albo nieodpowiednia reakcja, albo fatalnym planowaniem, albo zajmowaniem sie rzeczami z cwiartki rzeczy niewaznych i niepilnych, albo niewaznych a pozornie pilnych. ( Pamietajmy o tej matrycy czasu!).

Idealnie powinno sie przebywac w czesci zycia gdzie wszystko co robimy jest wazne i niepilne. Zycie jest jednak zyciem i tak wazne jest aby w tym calym naszym osobistym wzroscie byc jednoczesnie - i solidnym i elastycznym.  I wlasnie nasz wysilek w kierunku wzmocnienia naszej solidnosci ( solidny kontakt ze soba, nasze wartosci, relacje z ludzmi, nasze zdrowie, pasje, otwartosc) pozwoli nam na te elastyczne reakcje w momentach kryzysow.

Ostatnio coraz lepiej mi idzie to przebywanie  w tej cwiartce rzeczy waznych i niepilnych.  W tej wlasnie cwiartce jest moje zdrowie. Narazie nic sie nie dzieje ale zdrowa w tej mojej nadwadze, moim pracoholizmie nie jestem. Jesli sie tym zdrowiem teraz nie zaopiekuje to prawda jest taka   ze z  wiekiem przesunie sie ono do cwiartki rzeczy pilnych i waznych a to bedzie juz i kosztowna i stresujaca sprawa ( mimo ze mam dobre ubzpieczenie to leczenie w USA jest bardzo drogie).

 Uswiadomilam sobie ze dbanie o to zdrowie to nie jest proznosc, przyjemnosc czy tez egoizm, mimo ze jest to bardzo przyjemna sprawa,  kiedy nie wiaze sie z lekarstwami czy tez wizytami u lekarza.
 ( Ja mam mocno zablaganione myslenie w tej dziedzinie bo jak czuje sie dobrze, jak nie jestem w stanie padajacego zmeczenia to gdzies tam w mojej podswiadomosci snuja sie wyrzuty sumienia ze nie zyje pelnie:)- bo tak sie przyzwyczailam do zycia  stanie pelnej czujnosci, kryzysow,  gdzie potrzeby innych sa wazniejsze niz moje, i do tego te przekonania ze to pelne zycie to musi byc zycie z krzyzem na plecach, i z cierpieniem. (Tych drzwi juz nie otwieramy, bo w tych pokoikach- ciemnych teologicznie- jak mawia moj amerykanski syn-  juz wystarczajaco dlugo bylysmy i juz stamtad pieknie wyszlysmy. Ale to temat na inna notke.  Notke o pieknym osobistym teologicznym miejscu :)

Usiadlam do tego bloga z postanowieniem napisania przepisu na salatke ktore dzis bede robic oraz o moim letnm rowerowaniu. Ale ja chyba takich notek pisac nie umie. O nie!!!! Oczywiscie ze napisze. Takiego jezyka tez pilnujemy. Jak chce to sie naucze. :)

W ramach bowiem przelamywania moich niepokojow przed nowym, przed zmianami ( a spodziewam sie wielu zmian w najblizszych kilku lat gdyz bedziemy likwidowac nasz duzy dom i prawdopodobnie duzo rzeczy w moim zyciu odwroci sie do gory nogami), stawiam sobie male codzienne wyzwania. Takimi moimi malymi wyzwaniami na to  lato sa:

  • Co sobote rano wyjechac na nowy szlak rowerowy. Jestem zaskoczona jak wiele pieknych parkow i drog rowerowych jest w mojej okolicy.
  • W miare mozliwosci probowac roznych  fitnesow. To jest bardzo intersujace doswiadczenie bowiem w mojej okolicy mnoza sie nowe, malutkie studia sportowe i juz wiele razy bylam jedyna uczestniczka na doskonalych zajeciach. Teraz kiedy pogoda jest taka ladna ograniczam joge do jednych lub dwoch zajec w tygodniu a probuje i zumby, i  innych fajnych zajec.  
  • Codzienne pisanie osobistego dziennika. Jako ze nie szlo mi to za dobrze, kupilam sobie takiego juz gotowca - chce zautomatyzowac ta dzialanosc.
Salatke mam zamiar dzis zrobc i moze ja co obfotografuje :) Jak podziwiam te piekne kulinarne blogi :) 

2 komentarze:

  1. Martus wrocialas ....super!!!!Dlugo nie zagladalam,bo myslalam ,ze juz koniec i nie chce Ci sie i glupio bylo mi cos mowic.Dzisiaj przez przypadek wchodze i 4 posty....ale sie ucieszylam.Pisz kochana ,pisz a my bedziemy czytac. A salatke wyprobuje napewno :)
    Buziaczki i postaram sie zagladac znowu codziennie ;)
    Goska

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Ty kochana wierna czytelniczko! :):):) Twoje slowa to wiatr w zagle. Gosia dzieki Ci wielkie!

    OdpowiedzUsuń