czwartek, 2 lutego 2012

Dzien 33

Dlugi dzien dzisiaj - wrocilam do domu dopiero po osmej godzinie. Piec lat temu w glebokiej zalobie i depresji, przypadkowo trafilam na rzadowa organizacje, ktora nazywala sie Commission for Women. Organizacja ta prowadzila roznorodna pomoc dla kobiet w moim stanie. Oprocz szkolen, organizacja ta zapewniala tez pomoc psychologow.

Zanim zadzwonilam do  Commission for Women, bylam u dwoch psycholozek. U jednej za Boga nie moglam sie skupic, bo w kacie gabinetu stala klatka z kameleonem, a na srodku lezanka - i ja nie moglam pozbyc sie mysli, ze tak musial chyba wygladac gabinet Freuda. Przy tym kameleonie i lezance, nie moglam pozbyc sie jakiegos uczucia surrealizmu, dziwacznosci. Kameleon od czasu do czasu wystawial bardzo dlugi jezyk, i zamiast skupic sie na tym co mowie to myslalam o tym kameleonie. Czulam sie jakbym byla w jakims filmie i grala role pacjentki. To byla psycholog z przedmiesci. Pomyslalm ze moze sprobuje psychologa z miasta.

Psycholog z centrum Waszyngtonu byla inna - bardzo profesjonalna, dokladna i zimna jak lod. W obecnosci psycholog z centrum czulam sie troche jak dziecko pod okiem groznej nauczycielki.Gubilam slowa. jakalam sie. Moj akcent byl mocny i chropowaty. Mam tak zawsze jak sie zdenerwuje.

Doszlam do wniosku ze nie dla mnie uslugi psychologa, ale zaloba nie mijala, depresja tez nie i  w desperacji zadzwonilam do Comission for Women. Piec lat temu. I tak zaczela sie moja znajomosc z Anne Lee. Ann byla starsza, bardzo ciepla, serdeczna, ale tez bardzo inteligentana. Od pierwszego momentu czulam ze bardzo chce mi pomoc. Mimo ze bylam jej klientka, czulam ludzkie porozumienie miedzy nami. Wylalam duzo lez w jej gabinecie. Uslyszalam wiele bardzo madrych slow od niej. Kroczek, po kroczku rozlupywalysmy moje wezly. Odchodzilam na jakis czas od niej. Pracowalam sama ze soba. Wracalam. Kolejny wezel. Zadanie. I znow powrot do Anne.  Dwa lata temu pozegnalysmy sie na dobre. Powiedziala mi, "Ty juz mnie nie potrzebujesz". W miedzyczasie z powodu  kryzysu finansowego  poradnia dla kobiet w Commission for Women  zostala zamknieta. Stracilam kontakt z Anne.

Ostatnio czesto o Anne myslalam. Szczegolnie po powrocie z tego instutytu dla liderow. Mialam pewne mysli, refleksjie i pytania - i zastanawialam sie co Anne by mi na to poradzila. I zdecydowalam sie z nia umowic. Pojechalam zaraz po pracy, i mimo ze sie pogubilam troche, to dotarlam. (Sukces, bo ja jestem kiepski kierowca i czesto rezygnuje z dojazdow w nieznane mi miejsca,  i przelamalam swoj strach!)

Anne ma teraz swoje biuro - skromniutkie, przytulne i cieple. Anne powiedziala mi duzo milych rzeczy na moj temat. Rozmawialysmy miedzy innymi o tym, ze staram sie bardzo aby moje poczucie wlasnej wartosci plynelo z mojego srodka, kontaktu ze soba, z zadowolenia z siebie i ze swojego zycia. O tym ze wciaz zdarza mi sie ze krytyka z zewnatrz sprawia mi wiele przykrosci. Ann poprosila abym napisala 5 rzeczy ktore w sobie najbardziej cenie. Przypomniala mi ze piec lat temu mialam z tym olbrzymi klopot: Teraz bylo mi zdecydowanie latwiej:
Oto co napisalam:

1. Mam umiejetnosc kochania ludzi.
2. Jestem pracowita
3. Umie rozpoznac potrzebe zmian, i umie wprowadzic te zmiany w zycie
4. Mam duzo w sobie radosci. ( To prawda!)

W tym momencie troche sie zawahalam i Anne zapytala czy chce wiedziec jaki ona widzi talent we mnie - Oczywiscie- Oczywiscie ----

Anne stwierdzila ze mam talent do slow---------umiejetnosc opisow, konwersacji----------i to w

 w jezyku angielskim-----------

Ale sie ucieszylam!!! Ostatnio myslalam o tym ze wlasnie chcialabym poprawic swoje pisanie i mowienie - ze sprawia mi to tyle radosci.  Ze o  wiele bardziej lubie operowac slowami niz wzorami chemicznymi. Praca redakcyjna sprawia mi o wiele wiecej radosci , niz kiedys praca naukowa. I postanoiwlam sobie ze w tym moim uwaznym roku bede spotykac sie z Anne raz w miesiacu. Na koniec tego roku chcialabym miec lepsze orientacje, w jakim kierunku powinno isc moje zycie zawodowe. Jesli kiedys mialabym pracowac ze slowami bede musiala zrobic jakies kursy do tego...Kolejne spotkanie z Anne w marcu.

W drodze do Anne i w drodze do domu w National Public Radio wysluchalam pieknegy wspomnienia o Wislawie Szymborskiej.  ( Tak dwa razy tego samego, bo audycje na tym programie sa powtarzane.) Tutaj link do tego wspomnienia.

Dobre wazenie na straznikach wagi. W lutym pozegniala sie z trzema funtami. Doskonale. Male kroczki do przodu. Waze, pisze i odmierzam.

Jutro wolny dzien. Lunch z kolezanka.

To byl dobry dzien dla emocji.




4 komentarze:

  1. Ciągle odkrywamy w sobie(albo inni odkrywają w nas) nowe talenty.Człowiek to jednak wciąż i cud, i tajemnica.Gratuluję tych wszystkich Twoich małych a zarazem wielkich kroczków.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Gabraj. Tak ladnie powiedziane ---

      Człowiek to jednak wciąż i cud, i tajemnica----

      A co z Twoim projektem?

      Usuń
  2. Przygotowania idą pełną parą. Myślę,że już niedługo będę Ci mogła więcej powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń