sobota, 4 lutego 2012

Dzien 34

Nie napisalam notki wczoraj. Siedzialam przed komputerem i nie moglam sie do tego zmusic. Moj wolny dzien od pracy, ktory mial byc odpoczynkiem, stal sie dniem ponurym i trudnym. Czasem bardzo dotkliwie dopada mnie tutaj samotnosc emigracji. Ja nie umie po prostu wziac telefonu i zadzwonic do kogos i po prostu powiedziec - "czuje sie fatalnie, mam dola, pogadajmy". W Waszyngtonie wszyscy sa zajecie, zycie pedzi - ja zawsze martwie sie ze zabieram komus czas, nie majac powaznych problemow. Do Europy nie moge zadzwonic, bo roznica czasu.Tak mi brakuje czasem tych rodzinnych spotkan. Wspolnych obiadow. Moich bratankow. Moich siostrzenic.

Rano spotkalam sie z bardzo dawna znajoma. To zona mojego profesora na studiach doktoranckich. Nie wiem dlaczego to spotkanie napelnilo mnie zloscia. Ta kobieta nie pracuje, zycie spedza doslownie chodzac od domu do domu. Brak higieny, brak dbalosci o siebie - jakies takie dziadostwo zyciowe. Nie powinnam osadzac? nie powinnam sie tak identyfikowac z druga osoba. Ta kobieta tez jest emigrantka. Potem dlugo sie zastanwialam dlaczego to spotkanie tak mnie wyprowadzilo z rownowagi - czy dlatego ze gdzies podswiadomie boje sie ze tak moze wygladac moja starosc? Czy to ze przypomnialy mi sie trudne lata moich poczatkow tutaj w USA? A moze po prostu bylam zmeczona, dzien mialam kiepsko zaplanowany, czas rozchodzil mi sie miedzy palacami? Moze to wciaz moj stary, znajomy perfekcjonizm i pracoholizm dal mi sie we znaki?

Jaka tutaj lekcja? Zadbac lepiej o relacje z ludzmi, ktorzy sa mi bliscy. Nadrobic korespondencje. Zadzwonic. Nawiazac emailowy kontakt. Zadaniem na dzisiaj jest zrobic liste mi bliskich ludzi, i plan jak moge bardziej pielegnowac nasze przyjaznie. Wniosek z wczoraj jest tez taki, ze musze lepiej planowac swoje wolne dni. Juz mi troche lepiej. Widze ze slonce wychodzi. Pobiegam. Poplywam. Ugotujemy cos nowego, cos ciekawego.



2 komentarze:

  1. czesto miewam "doly" ale zawsze przez wlasna nieudolnosc zyciowa i niezadowolenie z wlasnych osiagniec. Nie wiem czy to lepiej czy gorzej, ale nie czuje tesknoty za Polska, bardzo rzadko rozmawiam z rodzina, wymieniam co prawda prawie codziennie maile z siostra, ale to od lat stalo sie tak oczywista czynnoscia, ze nie traktuje tego jakos specjalnie. Zawsze bylam malomowna introwertyczka wiec mam wielkie trudnosci z zawieraniem (utrzymywaniem)kontaktow spolecznych. Dobrze, ze prowadzisz taki typ blogu, chociaz nie zawsze moge sie utozsamic z wpisami to zawsze jest w nich cos "wzmacniajacego". Pozdrawiam goraco :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artego - ja jak daleko siegne pamiecia to rzadko kiedy czuje zadowolenie ze swoich osiagniec. Wynika to z zachwianego poczucia wartosci, ktore da sie wzmocnic, ale niekoniecznie calkowicie naprawic.
      Ja przez cala szkole podstawowa i liceum bylam brzydkim kaczatkiem, potem poszlam na studia i nagle stalam sie dosc popularna na zewnatrz, w sercu bylam dalej brzydkim kaczatkiem. Teraz mam bardzo, bardzo duzo ludzi wokol siebie i wiem ze jestem lubiana. I z tego "lubienia" czerpie poczucie wartosci co jest problemem. Ostatnio odkrylam ze tak naprawde umie wiele z siebie dac, jednak absolutnie nie umie "brac", nie umie poprosic o pomoc. Nawet zlapalm sie ze nie umie napisac o swoich ciezszym dniu na blogu. Byl okres w moim zyciu ze wlasciwie otoczona bylam ludzmi potrzebujacymi, z problemami, bo nie umialam utrzymac relacji ze zdrowymi emocjonalnie ludzmi. I jak teraz zdrowieje, rosne, pomalenku zaczynam nawiazywac takie relacje.

      Usuń