środa, 15 lutego 2012

Dzien 48

Dzis czulam wiosne w mocno grzejacym juz sloncu. Niedlugo Waszyngton rozkwitnie kwiatami, dni robia sie coraz dluzsze i kolejna zima bedzie za nami. Wlasciwie, czy to naprawde byla zima? Moze dwa dni jakiegos-tam-szybko-topniejacego sniegu, z tydzien mrozow...Nie zebym tesknila do zimy...Juz zimno mi sie robilo jak rozmawialam z moja biedna mama, ktora ubrana w liczne warstwy cieplych polarow,  przeczekiwala krakowskie mrozy.

W dniu 47 zdalam sobie sprawe ze moje osobiste granice psychologiczne zostaly bardzo wzmocnione. Zrobilam cos dzisiaj w pracy, i natychmiast po wyslaniu emaila do kilkunastu osob dostalam telefon interweniujacy, ze nie powinnam sama podjac takiej decyzji. Wiedzialam ze decyzja moja jest sluszna, ale tez szybko zorientowalam sie ze nie ma o co kruszyc kopii. Wysluchalam "waznego" wykladu od osoby, ktora jest znana ze swej konfliktowosci, podziekowalam za informacje, obiecalam ze nastepnym razem skonsultuje sie z zespolem w sprawie decyzji i zakonczylam rozmowe. O sprawie zapomnialam w momenciu odkladania telefonu. Ani jedna komorka w moim ciele nie uniosla sie emocjami, oburzeniem, protestem....Czyloam sie jak mocno osadzona jodla. Czesto przywoluje ten obraz do siebie w stresujacych momentach. czuje swoje korzenie, czuje swoja sile...

411

Wdziecznosc dzisiejsza:
  • za domowa atmosfere po powrocie do domu. 
  • za bardzo mila rozmowe z moja kolezanka podczas wspolnego powrotu do domu
  • za zdecydowanie lepiej zorganizowana prace
  • za piekne slonce i w miare latwa droge do pracy i z pracy
Co dla siebie zrobilam?
  • poszlam na zajecia straznikow wagi gdzie zostalam zwazona. Mimo "hormonalnie-trudnego" tygodnia, swieta obchodzonego czekolada i slodyczami - schudlam pol kilograma. (Klap, klap po plecach!)
Jaka bariere na  mojej drodze  nadpilowalam?
  • zaczelam dzien od dwoch trudniejszych projektow, ktore skonczylam
  • wyslalam email do mojej szefowej w sprawie 18-dniowego urlopu
     ( czyli organizacja i planowanie)
  • poza tym nie wtracilam sie do niczego, sluchalam uwaznie i nic nowego nie dolozylam na swoj talerz obowiazkow
To lubie dzisiaj:
http://www.dogsagainstromney.com/

Mitt Romney jadac ze swoimi piecioma synami na wakacje, wpadl na pomysl zeby swojego psa przewiezc na dachu samochodu. I tym ( malo przemyslanym) pomyslem wzbudzil olbrzymia niechec wielbicieli psow, ktorzy  rozpoczeli kampanie polityczna pt. "psy przeciwko M. Romney."
Hmm - nie mam psa, ale nasze koty  przewozone w srodku samochodu i na kolanach sa wielce nieszczesliwe, wiec jestem pewna ze podrozy przez autostrade na dachu samochodu nie przezylyby. Sama nie wpadlabym na pomysl przewozenia psa na dachu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz