niedziela, 26 sierpnia 2012

koncowka lata

 Moje lato bylo niezwykle pracowite - duzo sluzbowych wyjazdow, duzo nowych i ciekawych  projektow. W Waszyngtonie nie ma sezonu ogorkowego - mozna powiedziec ze wlasciwie lato jest okresem bardzo goracym tak pogodowo jak i pracowo.
W ostatnim tygodniu w powietrzu czuc juz jesien, zmienia sie pogoda -pierwsze zolte liscie spadaja z drzew. Alleluja. Mimo ze Claudia przekonywala nas ze mozna dobrze wykorzystac ten gorac, to lepkie powietrze do pracy nad naszymi emocjami i nad naszym cialem - do mnie nie bardzo to trafiialo. Lato jest po prostu meczace dla mnie.

Wraz z ta nadchodzaca jesienia czuje nadplywajaca energie, chec porzadkowania mojego ogrodka - juz niedlugo bedziemy sadzic jesienne astry, i cebule wiosennych kwiatow. Samotna ( jedyna - nie-pozarta przez jelenie) rolisna dynii wije sie miedzy kwiatkami.

Moj droga 366 dni uwaznego zycia dala spektakularne wyniki tego lata. Moje letnie wyjazdy, praca, zycie byly pelne ciszy i radosci, mimo ze na zewnatrz tak wiele sie dzialo.

 “Happiness is not something ready made. It comes from your own actions.” -Dalai Lama


Szczescie nie jest czyms co dostajemy gotowe. Szczescie przychodzi do nas jako rezultat naszych wyborow, naszych poczynian. Niby oczywiste, ale nie tak bardzo dla mnie. Ja tego musialm sie nauczyc, musialam przemyslec wiele rzeczy, przewartosciowac nabyte w dziecinstwie i mlodosci  przekonania. Zaczelam na blogu, potem zeszlam do podziemi intensywnych prywatnych refleksji. Musialam stanac twarz w twarz z gleboko zakorzenionymi lekami, musialm wyciagnac wszystkie duchowe i emojonalne klamoty na swiatlo dzienne i zastanowic sie czy wciaz mi sa potrzebne, czy sluza mojemu uwaznemu zyciu, czy nie blokuja potrzebnej energii zyciowej. W wyniku tej pracy dopadla mnie nieprzezyta zaloba - jednak teraz mialam na tyle odwagi, aby stawic czola tym bolesnym emocjom. Nie umarlam. Kolejne skorupsko spadlo z mojego serca - tak mniej opancerzona jestem bardziej wrazliwa, ale tez silniejsza i bardziej otwarta na cale spektrum uczuc , ktore przynosi pelne zycie. Kiedy zyje sie w takim emocjonalnym pancerzu - bolesne uczucia nie bola, ale czy warto zyc tak na pol gwizdka?

W efekcie, mimo ze na zewnatrz lato bylo wyjatkowo upalne, mnie udalo sie  przewietrzyc troche  swoje myslenie, zrobilam troche miejsca na nowe, pozbylam sie pewnych klamotow - wprowadzilam pare wartosciowych rzeczy do swojego serca. Ten proces wewnetrznego porzadkowania rozciagnal sie na zewnetrzne porzadkowanie.Porzadkuje przestrzen, i czytam blogi na temat prostoty i minimalizmu...

Obecnie tez czytam malutka ksiazeczke Deepaka Chopry - "The Seven Spiritual Laws of Success"

Dla mnie sukcesem jest zycie pelne, radosne, obfite w zdrowie, w milosc, w ciekawe projekty i prace. Zycie zbalansowane (jest lepiej, lepiej  w tej dziedzinie tez - wciaz nie wzielam urlopu, ale zaczelam sobie organizowac mini-urlopiki, pogotowia samo-opiekuncze i mysle ze do konca roku zorganizuje sobie tak swoja prace ze bede planowac regularne urlopy.)

Przez najblizszy tydzien bede koncentrowac sie na nastepujacych zadaniach z tej ksiazeczki:

1. Codziennie spedze 30 minut na BYCIU - 15 minut rano i 15 minut wieczorem.Medytacja wciaz sprawia mi ogromna trudnosc. Nie mam cierpliwosci. Mysli ( zwlaszcza wieczorem) wracaja do pracy, podsumowywuja, planuja.  15 minut  koncentracji na oddechu, wyciszenie rozlatatnuch mysli bedzie dla mnie wyzwaniem.
2. Codziennie spedze  chwilke obserwujac przyrode. Wschod slonca, zachod slonca, deszcz, chmury...
3. Przez caly tydzien nie bede osadzac, porownywac - wszystko jest jakie jest, tak samo dobre i potrzebne.



“Judgements prevent us from seeing the good that lies beyond appearances.” W. Dyer

Nasze ocenianie, porywnywanie, sadzenie nie pozwala nam dotrzec pod powierzchnie tego co widzimy. Czesto wlasnie te smaki zycia, ta prawdziwa wartosc, krwistosc znajduje sie pod powierzchnia. Ile ja znam z pozoru niepozornych, a w gruncie rzeczy fantastycznych ludzi!

 Czesto nasz osad to odbicie naszych problemow lub chec poprawienie sobie wlasnej wartosci (poprzez porownywania). Moje poczucie wlasnej wartosci wzroslo niebywale kiedy zaczeolam widziec kiedy  oceniam i porownuje. Coraz czesciej umie zatrzymac ten destruktywny nawyk - zobaczyc co sie dzieje, powiedziec - OCENIAM, i otworzyc sie na to co moze byc pod powierzchnia tych moich osadow. Czasem pod powierzchnia nie ma za duzo, ale czesto czeka tam na mnie niespodzianka, ktorej nijak bym nie zauwazyla, gdybym zablokowala sie powierzchownym sadem. Czasem w wyniku takiego zlapanego oceniania na swiatlo dzienne wyjdzie jakis moj klamot duchowy lub emocjonalny, ktory zawadza. Tak czy inaczej te szybkie odruchowe sady zamykaja nam drzwi przed pelnym uczestnictwie w obecnym momencie. 










2 komentarze:

  1. brakowalo mi tych przemyslen, poranne 15 min na Bycie powinno mi sie zmiescic w programie :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
  2. Super. Zwariowane lato z wyjazdami i brak weny tworczej - ale wracam:)

    OdpowiedzUsuń