piątek, 14 września 2012

wspol-czucie


Zycie ma to do siebie ze jest pelne cierpienia.  Nawet jesli w w danym momencie zycia to cierpienie nas nie dotyka bezposrednio,  to na codzien jestesmy jego swiadkami. Ludzie umieraja, choruja, sa bardzo biedni, skrzywdzeni lub tez robia bardzo glupie rzeczy ktore rania ich samych i rania ich najblizszych.   Rozne sa nasze reakcje na ten codzienny bol.  Ja sama czesto przed nim uciekam. Ogladam mniej telewizji bo irytuje sie ze „same smutki w tej TV pokazuja”.  ( Moje osobiste slowa wczoraj wieczorem!) Poniewaz o tragediach  mowi sie duzo i czesto, to zazwyczaj moim mechanizmem ochronnym jest zamkniecie sie na te tragedie – niewiele moge zrobic, jestem bezradna,  wiec tez nie czuje jakis specjalnych emocji, moje wspolczucie odbywa sie na powierzchni zabarykadowanego serca. Jeszce gorzej gdy wyrzuty sumienia ze nic nie zrobilam paralizuja mnie do dalszej niemocy. 

Ale sa momenty kiedy czuje prawdziwe, glebokie wspolczecie w odpowiedzi na cierpienie i bol. To takie  drzenie serca, to glebokie poczucie milosci i jednosci z drugim czlowiekiem.  To sa niezwykle cenne chwile.  Wtedy nie musze szukac slow, nie musze myslec co moge zrobic – wtedy po prostu reaguje z glebi  tego serca.
Najczesciej jednak automatycznie uciekam od bolu i cierpienia – te mocne emocje czesto wydaja sie zagrazac zagrazaja mojemu poczuciu szczescia.

Bo cierpienie to faktycznie mocarna  i trudna emocja. Moze nas kompletnie zabarykadowac i uczynic z nas nic-nie-czujacy kamien.   Cierpienie moze byc tez doskonalym nauczycielem i pomoc nam w odlupaniu tych wszystkich bolesnych narosli na naszym sercu, dotarciu do tego prawdziwego rdzenia naszego istnienia, do tej prawdy ktora kazdy czlowiek nosi w sobie. Cierpienie moze byc droga do wspol-czucia. Wspol-czucie –wspol-odczuwanie to jakby umiejatnosc wejscia w buty innego czlowieka, zrozumienie emocji drugiego czlowieka.   Ale to trudna sprawa.  Prawdziwe wspol-czucie jest tylko mozliwe jesli rozumiemy swoj wlasny bol. Jesli go oswoimy. Spedzimy z nim czas, pozwolimy na ciezkie serce. Cierpieniu czesto towarzyszy lek ktory nieoswojony moze kompletnie sparalizowac  nasze myslenie.

Kiedy jednak przyjrzemy sie temu przestraszonemu mysleniu czesto uswiadamiamy sobie te pozatykane dziury nieprzebytej zaloby, nie-rozwiazane urazy,  nasze zlosci ktore poranily innych, nasze nieuczciwosci czesto zmotywowane niewiedza lub poranionym ego. Czysto w medytacji naszego bolu odkrywamy po prostu pustke emocjonalna.  I ten czas spedzony sam na sam z naszym bolem to pierwszy krok do wspol-odczuwania. Czujemy swoje emocje uczciwie, takie jakie po prostu sa, umiemy sobie przebaczyc, umiemy obejsc sie za soba lagodnie – wtedy wieksza szansa jest na to ze gdy przyjdzie czas by wejsc w buty innego czlowieka, moze agresywnego, moze klamiacego, moze zrozpaczonego i bezsilnego ze to nasze madrzejsze serce bedzie umialo zareagowac z prawdziwym wspolczuciem. Tak aby nie propagowac bolu, aby nie dopuscic go do siebie, ale tez nie odbic od siebie, raniac wszystkich naokolo.

Wczoraj poczulam ta drgajace serce. Zamilklam. Wysluchalam. Poczulam bol drugiego czlowieka. Powiedzialam cos co pomoglo. 

2 komentarze:

  1. jakiś czas temu trafiłam na Twojego bloga i przepadłam ... przeczytałam wszystkie dni od początku :) czasem czułam jakbyś pisała o mnie !!! ja też pracuje nad sobą, długa droga przedemną ale małymi kroczkami ...:)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki Agga! Strasznie sie ciesze - ja nie linkuje tego bloga nigdzie i fajnie ze ktos kto idzie podobna droga trafi tutaj. Ja ci zaraz do rodziny blogow dolinkuje i wedrujemy razem. :)

    OdpowiedzUsuń