czwartek, 14 marca 2013

Anyone who thinks sitting in church can make you a Christian must also think that sitting in a garage can make you a car. — Garrison Keillor
Ktokolwiek mysli ze czas spedzony w kosciele uczyni cie chrzescijaninem, pewno tez mysli ze jak sie posiedzi troche w garazu to z tego siedzenia bedzie sie mialo samochod. 

W moim zyciu wiele rozpoczetych i nieskonczonych projektow - taka natura niestety, zapalajaca sie latwo, ale tez troche z brakiem wytrwalosci. Otworzylam ten dzisiejeszy kalendarz i juz mialam porzucic ta notke, bo przeciez to takie oczywiste, ze chrzescijanstwo to nie siedzenie w kosciele.To zycie. To nie dogma, nie obrzedy, ale wartosci, ktorymi sie kierujemy w zyciu.

Ale jako ze obecnie pracujemy nad zmniejszeniem ilosci projektow w kalendarzu oraz  solidnej i realistycznej ocenie czy projekt jest wart mojego czasu, i czy ja jestem warta tego projektu, postanowilam troszke czasu spedzic nawet nad ta refleksja, ktora w pierwszym momencie spotkala sie z moja niechecia. Bo bo postanowilam ze spedze w Wielkim Poscie wiecej czasu z moim duchem.  No ale  co ja o kosciolach  moge na blogu pisac?

Mam kompletnie dwie perspektywy jesli chodzi "o kosciol". Ten z Polski, gdzie do kosciola chodzilo sie pod grozba  grzechu w dziecinstwie. Wchodzilo, odbylo sie godzine ( chociaz w okresie studenckim wkladalam wysilek aby szukac miejsc koscielnych, ktore poruszylyby mi moja dusze) i wychodzilo sie z kosciola. Rodziny byly blisko, czasu wiecej, ludzie wypelniali swoje potrzeby spoleczne poza kosciolem. No moze mlodziez w moich czasach miala swoje grupy koscielne. Moj brat wraz ze swoja grupa koscielna spedzali wakacje z ludzmi niepelnosprawnymi. Ja nigdy w tak grupe nie wroslam. Nie wiem dlaczego? Nawet chcialam.

I ten kosciol amerykanski, ktory czesto jest centrum zycia spolecznego, druga rodzina. USA to kraj nie tylko emigrantow. To takze kraj w ktorym rodziny sa porozrzucane po calym duzym kontynencie. No i ta wielowyznaniowosc. Czasami dobra a czasami prowadzaca do absurdow - bo sa tutaj koscioly 10-lub 15-osobowe. Kazdy moze swoj kosciol zalozyc. Ale czesto te koscioly staja sie centrum zycia spolecznego. Kazdy kosciol oprocz miejsca na modlitwe, ma duzo miejsca na spotkania. Ludzie znaja sie dobrze , utrzymuja ze soba kontakty,  czesto mowia  o sobie rodzina koscielna.

A ja? Ja znow zaczelam w miare regularnie chodzic co niedziele do kosciola. Mimo ze kilka razy opuszczalam go zbuntowana, ze taki niedoskonaly. Ale po 15 latach znow tam jestem. Bo prawie kazda osobe w tym kosciele znam. Z wieloma jestem bardzo zaprzyjazniona. Bo cos wspolnie staramy sie zrobic dla ludzi dotknietych bieda lub choroba w naszej okolicy. Bo duzo tam radosci, smiechu i optymizmu. Bo mi zalezy aby ten kosciol zyl bo to dobre i pozytywne miejsce w swiecie ktory trudny dla wielu ludzi. Bo w tym kosciele znalezli miejsce uciekinierzy z bardzo krwawych wojen w Afryce. Bo tam przychodza ludzie niepelosprawni umyslowo z okolicznego domu, w ktorym mieszkaja. Bo tam jest spizarka dla ludzi bezdomnych. Bo kosciol w kolalicji z innymi ma pod swoja opieka schronisko dla kobiet. Organizacje dla bezdomnych. No i tam co niedziele mam szanse uslyszec,  co tak naprawde najwazniejsze w tym chrzescijanstwie. Bo ten kosciol tworze ja. Swoja milosc. Milosc i do siebie i do drugiego. Tolerancja. Cierpliwoscia. Zaangazowaniem.

Moja ukochana buddyjska mniszka Pema Chodron pisze:

Spiritual awakening is frequently described as a journey to the top of a mountain. We leave our attachments and our worldliness behind and slowly make our way to the top. At the peak we have transcended all pain. The only problem with this metaphor is that we leave all others behind. Their suffering continues, unrelieved by our personal escape.

 Nasz duchowy rozwoj czesto opisywany jest jako wedrowka na gore. Wspinamy sie tam zostawiajac nasza "swiatowosc" i pomalutku wspinamy sie ponad nia. Problem jednak z ta metafora taki, ze jak sie tak na ta gore wspinamy, to innych zostawiamy w tyle, ta wedrowka to taka tylko dla nas.

Dla mnie w niektore niedziele to zamiast tej gory  czasem rzeka. Samotnie w ciszy. Ale nie na dlugo. Bo jak za dlugo to nad ta rzeka to  izolacja, i samotnosc. Egocentryzm.  Wiec czesciej teraz kosciol, z tymi wszystkimi ludzmi, ktorzy zabalganieni i niedoskonali jak ja sama. Chrzescijanstwo nie na gorze, ale na tej zwyklej codziennej drodze, w kosciele blisko mojego domu ze wszystkimi problemami i przywarami ludzkimi. Nie nie-omylny. Omylny jak kazdy czlowiek. Na drodze.

I mimo ze nie jestem czlonkiem kosciola rzymsko-katolickiego, to ciesze sie z radosci moich braci chrzescijan z nowego papieza. Moja kolezanka w pracy wczoraj sie rozplakala, kiedy uslyszala ze nowy papiez bedzie mial na imie Franciszek. Bo ten swiety wlasnie kojarzy sie z dobrocia, lagodnoscia, wspolczuciem dla biednych - z tym, do czego ludzka dusza sie rwie...Tyle nadziei w tym Franciszku..Trzeba sie modlic za tego Franciszka bo bardzo kosciol rzymsko- katolicki go potrzebuje. Inni znajomi amerykanscy martwia sie ze Franciszek tak samo konserwatywny jak jego poprzednicy... Ale moze wlasnie ta instytucjonalna rewolucja zacznie sie od prostoty, skromnosci i milosci do tych slabszych...? Miejmy nadzieje... Bo liczyc na rewolucje w wielkiej i bezwladnej organizacji nie mozna. Ale ewolucja??? Tak, mozliwa.






FAST from any sort of lying or fibbing today.
PRAY that we all begin to exercise our faith outside the church walls.
GIVE — contact a parish ministry or local nonprofit organization today and schedule time to volunteer in the next week.

7 komentarzy:

  1. Najbardziej lubie Kosciol kiedy jestem w nim prawie sama,kiedy jest cicho i spokojnie i wtedy mysle,ze jestem najblizej Boga.
    Kosciol jako ludzie ,ksieza jakos nie kojarzy mi sie najlepiej...duzo w tym zaklamania,falszu i takiej pokazowki.
    Jako dziecko musialam chodzic pod przymusem i chyba to odebralo mi jakos radosc z przebywania tam a najbardziej wkurzaja mnie ksieza...ale to bardzo dlugi temat.
    To temat ,ktory mi jakos lezy na sercu ze wzgledu na dzieci...bo z jednej strony chcialabym ich wychowac w wierze chrzescijanskiej,bo ta wiara czesto mi pomaga w zyciu( i mysle,ze to robie w jakims tam stopniu) ,ale nie w taki chyba sposob jak ja bylam wychowana i jak oczekuje tego Kosciol...namieszalam troche .
    Pozdrawiam G. i jeszcze raz wszystkiego najlepszego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trudny temat, i ja nie wiem zupelnie co Ci napisac. Ja studiowalam na Uniwersytecie Katolickim i przezylam olbrzymie rozczarowanie INSTYTUCJA. Nie ksiezmi ale instytucja.

      Potem dlugo sie blakalam duchowo, ale moj syn byl ochrzczony w wierze rzymsko-katolickiej przez mojego cudownego przyjacieja misjonarza Stasia. On (misjonarz katolicki) doradzil mi zebym sobie jednak wrocila do kosciola, i w sumie zachecil mnie do tej eksploracji duchowej. Cudowny misjonarz, ale on mial taka inna perspektywe po 10 latach spedzonych w Papua Guinei. No i jak moj syn mial 4 lata wstapilismy do kosciola episkopalnego, ktory czesto jest nazywany kosciolem srodka.

      Teraz moj 19 letni syn rzadko bywa w kosciele, ale ma solidne wartosci, jest bardzo prawym czlowiekiem. Byl bierzmowany w kosciele episkopalnym w pieknej katedrze Waszyngtonkiej, sam podjal ta decyzje.

      Ja bylam bardzo koscielna w mlodosci, duzo czasu spedzalam tez w pustych kosciolach mieszkajac pod Wawelem, w drodze do szkoly mijalam 3 przepiekne koscioly:)

      Ja mam wrazenie ze te praktyki religijne, rytm tygodnia, jakby zmuszaja nas do wiekszej troski o ducha. Sama lubie ten rytm, swieta - ze wzgledu na wielowyznaniowosc nie ma tutaj tej samej atmosfery niz w katolickiej PL.

      Usuń
  2. Kościół, Franciszek...bliskie mi tematy. Mnóstwo wątków w głowie. Ale nie czas i miejsce, aby poruszać je wszystkie.
    Ciepło piszesz o tym wszystkim, tak spokojnie i z dystansem. Gdyby wszyscy przedstawiciele różnych kościołów mieli dla siebie tyle zrozumienia, o ileż łatwiej by było.
    A druga myśl - dlaczego wszyscy atakują tylko księży rzym-kat? Ja w ciągu 30 lat swojego życia osobiście nie spotkałam złych księży, za to mnóstwo narzekania ludzi (raczej na zasadzie plotek). Owszem wielu z nich było przeciętnych..ale byli tacy, którzy przemieniali wnętrza. Niesamowici...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam taka kompletnie inna perspektywe z tej mojej Ameryki tutaj, gdzie kosciol rzymsko katolicki jest szargany pedofilia i skandalami zwiazanymi z nia. Z drugiej strony w mojej pracy mam dwie bardzo bliskie kolezanki katoliczki i widze glebie ich wiary, i to ile robie dla innych ludzi poniewaz wierza... mam brata, bardzo dobrego lekarza ktory jest katolikiem, i u ktorego ta wiara jest taka wazna.

      Dlatego ja mam wiekszy problem z instytucja kosciola niz z ludzmi w tym kosciele. Duzo rozmawiam o tym z moja starsza przyjaciolka, ktora kiedys byla zakonnica uczaca w bardzo biednej czesci stanu Michigan, i ktora odeszla z zakonu bo dostala polecenie przerwania swojej pracy.

      Wyszla za maz, dalej jest w KK (ona nie miala tych slubow na cale zycie) i ona tez wierzy ze KK musi sie zreformowac, i zmienic swoja pozycje w stosunku do roli kobiet w kosciele, homoseksualizmu, celibatu ksiezy, antykoncepcji....

      Ale ona jest cudownym czlowiekiem i tak slicznie mowi o swoim pobycie w zakonie, o siostrach z ktorymi jest zaprzyjazniona. Ona bardzo, bardzo zlagodzila moje poglady, bardzo mnie gleboko dotknela....

      Usuń
  3. >>>zmienic swoja pozycje w stosunku do roli kobiet w kosciele, homoseksualizmu, celibatu ksiezy, antykoncepcji....<<<
    wlasnie o to mi chodzi Kosciol musi sie zreformowac,bo ten radykalizm w tak waznych sprawach jak wyzej odstrasza tylko ludzi.
    Pomimo,ze jestem katoliczka nie zgadzam sie w wielu kwestiach ,ktore glosi Kosciol.
    Mieszkajac w Grecji gdzie ksieza zawieraja zwiazki malzenskie widze calkie inne podejscie do spraw zwiazanych z poczeciem,z rodzinna ,zwiazkami ...jakies takie bardziej ludzkie.Ksieza katoliccy z jednej strony potepiaja aborcje,antykoncepcje a z drugiej nie pomagaja tym kobieta ktore rodza dzieci a potem nie maja za co ich utrzymac i w konsekwencji zabijaja.Ilez jest ostatnio takich przypadkow,szczegolnie w PL???Nie wspomne o dzieciach ksiezy na boku,o kochankach i wcale nie sa to pojedyncze przypadki.
    Temat dlugi i ciezki niestety i chyba kazdy odbiera go inaczej.
    G.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niespodziewałam się, że zaczytując się w blogu o rozwoju osobistym i uważnym życiu wejdę w tak poważne dyskusje:-).

    Wierzę w KK. Wierzę w wartości, których broni. Owszem, nie jest łatwo, ale niejednokrotnie przekonałam się, że to się sprawdza w życiu.

    Zreformować się? Czyli pozwalać na więcej i więcej? Przesuwać jedną granice za drugą? Zaakceptować aborcję, bo kobieta nie ma za co utrzymać dzieci? Równia pochyła.

    A zabójstwa dzieci w PL to zupełnie inny temat! Swoją drogą zaryzykowałabym twierdzenie, że ostatnio naglośnione przypadki zabijania dzieci są spowodowane czym innym - ludzie chcą łatwego i wygodnnego życia, a małe dziecko, które wymaga 100% poświecenia, wyrzeczeń i cierpliwości bardzo szybko zaczyna przeszkadzać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wierzę w KK. Wierzę w wartości, których broni.

    I takich ludzi w KK bardzo potrzeba. Wierzacych w wartosci, ale nie w zakazy, polityki, instytucje. Bo wartosci, ktore zmniejsza ilosc aborcji to walka z bieda, edukacja, mozliwosc godnego urodzenia dziecka i oddania go do adopcji, antykoncepcja (tak, to jest konieczne, zwlaszcza w biednych srodowiskach). Kosciol moze pelnic bardzo, bardzo wazna role w tych dziedzinach. Czlowiek nie zmienia sie od nakazow i zakazow. Czlowiek zmienia sie sie bo jest dotkniety, zainspirowany czyms wiekszym od siebie;):):)

    OdpowiedzUsuń