środa, 6 marca 2013

It is when things go wrong, when good things do not happen, when our prayers seem to have been lost, that God is most present. We do not need the sheltering wings when things go smoothly. We are closest to God in the darkness, stumbling along blindly. — Madeleine L’Engle

To wtedy, kiedy wszystko w zyciu na opak, kiedy wokol nas ciemnosci, kiedy nasze modlitwy odbijaja sie od sciany, Bog jest najbardziej z nami. Boga nie potrzebujemy, kiedy wszystko po naszej mysli plynie. Boga potrzebujemy gdy brak swiatla a my sami nie mamy pojecia co sie dzieje.— Madeleine L’Engle 

Moja wieloletnia szarpanina teologiczna dala mi wglad w to jak rozne wyznania (glownie chrzescijanskie, bo tych liznelam, i troche buddyzmu, ktory bardziej filozofia jest niz religia) podchodza do problemu cierpienia. I tak naprawde, ja mam olbrzymi klopot teologiczny z tym konceptem "zbawienie przez krzyz". Krwawy, ociekajacy krwia, brutalny krzyz, ktory zostal symbolem religii chrzescijanskiej. I mimo tego problemu z tym krzyzem,  jestem chrzescijanka, bo wierze w Chrystusa. W Jego zycie. W Jego Innosc w tamtych krwawych czasach, Jego milosc do ludzi ktorzy zyli na marginesie spolecznym, Jego wrazliwosc. W Jego czlowieczenstwo pelne  bledow i refleksji.

(No bo jak inaczej mozna rozumiec rozumieć epizod z kobietą kananejską (Mt 15,24-28), której Jezus bądź co bądź dwukrotnie odmówił swojej łaski, tylko dlatego że pochodziła ona z innego narodu? No jak?  Mnie to niezmiernie wzrusza, ze Jezus mial tez balagan w swoich pogladach ale sila Jego byla ta  milosc w Jego sercu. To Universalne Dobro do ktorego kazde z nas ma dostep. Ta Prawda poza dogmami tamtych czasow  ktora z tych blednych  pogladow go wyprowadzila.  I wierze w Chrystusa nie w jako Boga, ale w jako Czlowieka ktory wierzac w Boga,  szedl po drodze Prawdy. Daje mi tez nadzieje na Swiatlo gdy ja sie pogubie! I ze bede miala odwage odrzucic te dogmiska co czasem wszystkie rozumy pozjadaly, i zapytac sie siebie - czy to jest prawda? Czy to jest moze moje Ego ktore za wszelka cene chce miec racje i trzyma sie jakiejs dogmy jak rzep psiego ogona, dla swojego komfortu albo intelektualnego, albo zyciowego. Bo rzep to sie prawdopodobnie przyczepil do tego ogona, bo pies akurat przeszedl kolo tego rzepa. Tutaj mysl plynie w kierunku religii narzuconej tradycja, lub na sile, ktora szkode moze wielka zrobic,

Ale mysl musi zawrocic do tematu bo w koncu ta notke trzeba bedzie skonczyc. A mozna sobie tylko pozwolic na to dlugasne pisanie bo prace nam zamknieto bo snieg spadl w Waszyngtonie.
 
Wracajac wiec do krzyza. Mam wielkie watpliwosci czy Bog naprawde tego potwornego krzyza dla Chrystusa chcial, czy po prostu ludzie okrutni ten krzyz mu sprawili (jak dla wielu innych ludzi w tamtych czasach)...No ale tutaj juz wchodzimy na terytoria teologiczne, a wiedzy znow nie tak duzo w tej dziedzinie.

Chociaz, kiedys na jakims spotkaniu w kosciele episkopalnym podzielilam sie z tymi watpliwosciami i ku mojemu zaskoczeniu, nie ja jedna mialam te watpliwosci. Nasz ksiadz tez je mial. Takie same.A zaczely mu sie te watpliwosci, kiedy wezwano go do pozaru w ktorym zginela dwojka malych dzieci. Wezwano go, bo jego kosciol byl najblizej pozaru i poproszono aby porozmawial z matka tych dzieci. Powiedzial , ze w obliczu tego cierpienia, cala jego wyuczona teologia go zawodla i przeszla trzesienie ziemi. Bo wtedy on po prostu wiedzial, ze to cierpienie tej matki, to potworne cierpienie, nie moglo pochodzic od Boga Milosiernego. Zawiodla instalacja elektryczna w tym domu, zle sie stalo ze matka wyszla zostawiajac te male dzieci same bez opieki, ale Bog napewno nie mial nic wspolnego z ta tragedia. Bog napewno tak nie chcial!

Ale resztki wiary mu zostaly. Wiary w to, ze ta matka znajadzie sile na zmierzenie sie z tym bolem. Ze ludzie  w kosciele do ktorego ta matka chodzi, pochyla sie nad tym bolem i otocza ja miloscia, bo tak wlasnie zrobilby Chrystus.  Ze Bog, dzialajacy poprzez ludzi,  bedzie z nia w okresie tego potwornego cierpienia. I dlatego nie porzucil wiary. Zmienil jednak wyznanie. Z wyznania kalwinistycznego (to jest najbardziej chyba ortodoksyjne i dogmatyczne wyznanie chrzescijanskie w USA ) przeszedl na episkoplane ( najbardziej liberalne, pelne ludzi ktorych wiara zbuntowana i watpiaca). Dla niego oznaczalo to odrzucenie stabilnosci, powrot do seminarium duchownego, i rozpoczecie nowej kariery w nowym wzyznaniu teologicznym. Oznaczalo tez konflikt z rodzina...

(A tak w nawiasie tej refleksji  to wlasnie  kosciol episkopalny zaczyna sie tworzyc w Polsce, i ten plakat dobrze oddaje charakter kosciola episkopalnego gdzie poszukiwania i watpliwosci teologiczne sa na porzadku dziennym..)


No ale wrocmy do tego swiatla z poczatku rozwazan? Co ja moge napisac? Ze kompletnie tego nie rozumie? Ze to swiatlo zupelnie poza moim intelektem,  Ze aby doswiadczyc tego swiatla musialam sie zbuntowac, rzucic w pierony wszystkie koscioly i teologie i po prostu wyjsc nad rzeke. I spedzic tam swoj czas z dala od teologii i kosciolow. Ze musialam nauczyc sie trwac w niewygodnych pozycjach na zajeciach jogi, aby zlapac troche wiecej kontaktu ze soba?

Tak jest  moja droga Anne Lamott. Ja tez nie rozumie tej tajemnicy swiatla, tej laski.  Ale tak samo jak Ty wiem, ze spotyka ona nas w bardzo nieoczekiwanych miejscach naszego zycia, czasem w momentach kompletnych ciemnosci i nigdy nie zostawia nas w tym samym miejscu.

“I do not understand the mystery of grace -- only that it meets us where we are and does not leave us where it found us.”
Anne Lamott

Bog nie zsyla nam cierpien, ale czesto spotyka nas w cierpieniu. Cierpienia z ta cala swoja bolesna sila czesto potrafia przewrocic nasze nasze zycie do gory nogami. I ten Bog czasem to sila, aby mimo niemocy zrobic ten kolejny krok.  Czasem jest wiedza w ktora strone ten kolejny krok powinien byc. Czasem nikla nadzieja ze na koncu tego tunelu moze byc swiatlo. Czasem odwaga o poproszenie  innych ludzi o pomoc, i ich mocne, pomocne rece, ktore nas pociagna gdy my naprawde  nie mozemy.

 I dlatego chodze do kosciola. Kosciola, ktory wyglada tak.

Ludzie z 35 krajow. Ludzie o roznych wyznaniach politycznych. O roznych orientacjach seksualnych.Ale mimo ze tak sie strasznie sie  roznimy, wierzymy w idee Chrystusa. W Jego radosc z bycia innymi ludzmi. W Jego otwartosc na Innosc.  W  to ze razem mozemy wiecej niz sami.

Stad mysle waznosc modlitwy jakkolwiek ja rozumiemy. Czasem moza ona byc po prostu placzem nad rzeka. Czasem medytacja na koncu zajec z jogi. Czasem modlitwa na kolanach w kosciele.

Waznosc tez naszego dzialania. Sa takie sytuacje w naszym zyciu ktore nie sa dobre dla naszej duszy. Ktore nam w zaden sposob nie sluza. Niszczace dla  nas. Stad wazne zakasanie rekawow. Odwaga.

FAST in solidarity with a friend who has to do without something.
POST: w solidarnosci z kims bliskim, ktory musi zyc bez czegos. Hmmmm....Wiem.


PRAY that a friend going through a difficult situation will know the presence of God.
MODLITWA: za kogos kto cierli, aby poczul obecnosc Boga przy sobie. Tak, moja kolezanka J. teraz tego potrzebuje.

GIVE $10 or more to the Catholic Near East Welfare Association, a lifeline for those in need throughout the Middle East, Northeast Africa, India and Eastern Europe for more than 85 years.
DAJ: $10 na  Catholic Near East Welfare Association, OK.

2 komentarze:

  1. Robin... pisz, bo są tacy, którzy czytają. O tym, że mi tu u Ciebie dobrze, napisze kiedy indziej. Dziś o Bogu. Dla mnie wszystko zamyka się w tym jednym wierszu...

    "Emmanuel", J.Szymik

    Mówią,
    że cię wszechmoc uwiodła,
    że Ci się nie udała starość i dzieci z wodogłowiem.
    Mówią,
    że się z Tobą rozeszliśmy już dawno,
    że hipoteza Twojego istnienia jest tanią pociechą.
    Mówią,
    żeś się pośliznął w kałuży naszej niewinnej krwi.

    To ból mówi, nie oni, mówisz.
    Pragnę. Nie wiedzą, co mówią.
    Pragnę, by ich nie bolało.
    Nie jestem niezwyciężony,
    jestem jedynie wierny, mówisz.
    Nie zejdę z krzyża, milczysz.
    Zostanę po ich stronie, byle mi nie zginęli.
    Co zrobię, gdyby mi zginęli?

    Ty miej o nich staranie, mówisz.
    Oddam tobie, gdy będę wracał,
    mówisz.



    Ks. Jerzy Szymik


    OdpowiedzUsuń
  2. Piekny wiersz. Wielkie dzieki Kasiu. :):):)

    OdpowiedzUsuń